Babcia Wula und Alinka w biurach rodzinnej ich firmy.
Alinka robiąca za sekretarkę. Nie za wcześnie proszę pani? :)
Centrum dowodzenia firmy EuroEkoLas.
Brzoza przy jakimś bardzo skomplikowanym planie. Kupa cyferek a ten udaje, że coś z tego rozumie.
Prezesowskie oko wszystko widzi. Ślady ostatniej balangi personelu także.
Alinka i Brzoza na firmowym podwórku.
O, a to fajny bajer jest. Oto konsola takiego robocika, którego się w rury wpuszcza by sprawdzał, czy aby coś nie jest zapchane. Ostatnio w necie furorę zrobił filmik ze znalezionym w rurach blobem. EuroEkoLas nie takie rzeczy już w rurach widziało...
Tak się ową konsolę rozkłada.
Trzeba pokręcić tu, przekręcić tam, kopnąć owam i już działa!
Siedziba firmy EuroEkoLas. Całkiem fajne mają te swoje biura...
Rzucik na pięterko i na tzw. Olimp. To tam zasiada Brzoza i stamtąd lecą na biednych podwładnych gromy :).
Biurowy zestaw surwiwalowy.
Tak, ja też długo szukałem tam kawy. Oni najwidoczniej inaczej się napędzają rankami :).
Alinka na działce Brzozików, na której już niebawem stanie dom co się zowie, z basenami i bajerami jak trzeba. Brzoza! Zarabiaj kasiorę i rób nam baseny! :)
Alinka w całej swej pyzatej okazałości.
Ot ciężko toto w obiektywie uchwycić. Cięgiem się rusza...
I dalej Alinka...
I jeszcze nieco Alinki...
Kolejny dzień wizyty i wypad do Warszawy. Ot nawiedziłem zaraz przed wyjazdem ichnią starówkę. Jest mała, liczyłem na coś bijącego rynek krakowski na głowę. Ot, zapomniałem już, jaka ta Warszawka jest zaściankowa :).
Prezes Brzoza w pełnej okazałości.
Ania, babcia Wula, Alinka und Brzoza. Kroczą.
Warszawski widoczek.
Ania vs. odrapana ściana.
Nie wiem, gdzie tak pędzą ale bardzo się spieszą. A, no tak - oni są ciągle głodni i ciągle coś jedzą. Nie wiem jak to robią, że im w brzuchy nie idzie ale na serio, ten odłam mojej rodziny może wchłaniać zawsze, wszędzie i każde ilości. Szczególnie babcia...
A tak wygląda świat z wysokości dziecka. Same tyłki dziecko widzi...
Urokliwe zakątki Warszawy.
O, ta fotka mi się podoba. Ogólnie miejsce jest fajowe. Co to takiego? Jakoś nie słuchałem gdy mi brat do głowy wbijał, dlaczego ja jestem z prowincji i dlaczego powinieniem czcić każdy kamień stolicy, po którym stąpam.
Moim skromnym - także fajna foteczka. Maluch strasznie biegał i ciężko było drania chwycić w jakimś sensownym momencie.
A to zdaje się rzut oka na trakt królewski.
Straszne z tej mojej warszawskiej rodzinki twarzowce :).
Brzoza woli nie patrzeć na zdzierstwo, jakim jest wciskanie ludziom kawałka napompowanej foli...
Alinka vs. napompowana folia. Round One!
Odlot przeciwnika po lekkim ciosie.
Dziecko vs. zabytki. Imo jedna z lepszych fotek, jakie kiedykolwiek udało mnie się pstryknąć.
Babcia próbuje zapanować nad Alinką. Powodzenia :).
Jakimś cudem zapanowała. A, no tak - użyła przemocy. Możecie zauważyć, jak trzyma biednego misia za ucho by zbytnio nie wierzgał.
To chyba ów słynny trakt.
Najbardziej wyczesana rzecz, jaką widziałem w Warszawie - ruchome schody z lat 50-tych. Re-we-la-cja! Tu regulamin jazdy na schodach...
Brzoza psuje schody ruchome.
Ania i Brzoza. Hał słit...
Ania solo. Też słit...
Głodomory coraz bardziej zdecydowanym krokiem napierały w poszukiwaniu jedzenia. Stąd te zdecydowane postawy.
I to ostatnie zdjęcie z wypadu. Po zobaczeniu barbakanu poleźliśmy coś zjeść a zaraz później wsadzili mnie do pociągu i się mnie pozbyli. Nie na długo jednak! Niebawem robię ripita! :)