Rozpoczynamy naszą wycieczkę po Sanoku.
Urokliwe wąskie uliczki. Takie cosie robią fajny klimat. Za mało wąskich uliczek jest w Poznaniu.
Mroczne oblicze Sanoka :)
Deptamy sobie głównym dreptakiem Sanoka. Doropha wygląda na zdecydowaną laskę.
Wejście na sanocki rynek. Od razu może powiem, że ładny ten ich rynek.
Dziewuchy gdy tylko zobaczyły fontannę dały dyla w jej kierunku i tyle je widzieliśmy :).
Doropha negocjuje warunki pozostania przy fontannie. Dziewuchy się zgadzają nie pływać i nurkować. No, przynajmniej tyle :).
Zaprawdę, urokliwy ten ryneczek a kolorki żywcem z bombonierki Barbie wyciągnięte.
Dla kontrastu zaraz obok Doropha na tle czegoś kamiennego, kościelnego i ni cholery nie wyglądającego jak z bombonierki wzięte.
Sanocki rynek okiem rzucony.
W międzyczasie Jagódka z Majką nie próżnują i moczą się jak tylko mogą w miejscowej fontannie.
Jako się rzekło - da Majek koniecznie chce się umoczyć ile wlezie :).
Doropha obczaja subryneczek (taki mały dodatek do rynku, jeszcze bardziej uroczy).
Doropha idzie rzucić okiem na Sanok.
Dorophowy na Sanok ślepia rzut.
Gwiazdy pod jakąś kapliczką. Nie wiem co Doropha odstawia ale powiedzmy, że jest to poza dobrotliwej i opiekuńczej matki Polki :).
Widok z subryneczku na rynek właściwy.
A zaczepialiśmy po drodze każdego, kogo się dało (i kto się nie ruszał, tacy byliśmy dzielni :)). Tu zaczepiona grupa wędrownych rycerzy.
Doropha gapi się na sanocki Zamek.
Wejście do Zamku. Fajne miejsce, serio!
O, tu dowód, że San nam czegoś wylał latoś...
Doropha coś ma z tym syndromem matki Polki. Gdzie nie polezie to się do tych dzieciaków tulić musi. Hmm...
Dziewczyny znów napotkały jakąś rzeźbę, której nie chciały dać spokoju.
Po łażeniu czas na coś do jedzenia. "Nie rób nam zdjęć tatoooo!!!", "Wujek, no weźźźź!!!". Nie ma litości, zdjęcia robię wszędzie!
Polityczna poprawność nie pozwala pokazywać tych palców, które by się pokazać chciało. Dlatego skończyło się tylko na double satanku :).
Zamówienie przyjęte, dziewuchy czekają. Oj, markotnie coś czekają...
Tu byliśmy, Doropha und papa CoSTa.
Nie ma to jak lody! Jagódka wciąga dzielnie.
Majka oczywiście nie może być gorsza. Też pochłania :).
Szkoda, skończyło się... Prawdziwy i autentyczny żal na twarzy dziecka.
Jagódka i Majka z wojakiem Szwejkiem. Ki diabeł i skąd się ten koleś wziął?
Majka na małej rozmówce ze Szwejkiem. Kilka rzeczy musieli sobie wytłumaczyć. Dla przykładu czyj tyłek jest szerszy i zajmuje więcej miejsca na ławce.
Szwejo podrywa mi żonę. Dostał w spiżowy ryj. Rękę mam opuchniętą do dzisiaj. Nie było warto - Doropha patrzy się na mnie jak na głupka. Tak właśnie kończą się romantyczne zrywy w obronie swojego stanu posiadania...
OK, poddaję się. Szwejo przejął całą moją chudobę :/.
Bardzp fajnie pod tymi arkadami dmuchało. A że gorąco było, to i dziewuchy nieco się ożywiły przy powiewach.
Ciekawa architektura sanocka.
Wracając zawadziliśmy o "cośtam" zdrój. Spędziliśmy tam kilka miłych chwil na spacerach i lodach.
Jagóda, Doropha aka Mucha i da Majek.
Żadnej fontannie nie przepuściły. Co za mania...
Rzucanie kamolami do rzeki to świetna rozrywka. A w tle ślady po nieco większej wodzie.
Stare lodziary - nic tylko by lody wsuwały.
Wspomniane jedzenie lodów. Hmm... Doropha z wyraźnym zapamiętaniem na twarzy. Aż w krzyżach strzyka. Żona, co planujesz dziś na wieczór? :)
Majka przyszła i rzuciła okiem na tę fotkę. Zadała pytanie: "a co to takie wokół mojej buzi?". Jak łagodnie powiedzieć dziecku, że się uświniło? :)
"Ja cię do końca wyssę cholero jedna" - gniewny Majek nie daje szans lodowi.