Chwila przed wylotem - Voytass sprawdza poziom płynów. I nie chodzi tu o wódzię :)
O, tym małym, niepewnym i chybotliwym czymś miałem za chwilę ulecieć w przestworza.
Ujęcie Cesny (bodajże) 172 od zadniej strony.
Voytass próbuje szyby wyczyścić. "Próbuje" nie oznacza, że mu się chce :)
I już w powietrzu. Okolice Poznania z wysokości wyglądają całkiem fajnie.
Voytass tym razem jako pilot czołgu a nie członek załogi wozu bojowego dla niepoznaki zwanego "czołgiem". Ten facet ma bogatą biografię :).
Gruby ja w roli copilota. Przez moment sterowałem tym potworem! KUL! Będę latał! Nie ma bata...
Zanim zacznę fruwać, będę musiał skumać o co tu loto. Nie będzie lekko...
Mijamy miasta i miasteczka, wsie i wioseczki...
Głęboki skręt i bliska ziemia widziana zza barów Voytassa. Fenomenalne uczucie w żołądku i cudowne rozluźnienie - tak na mnie działa to całe latanie :).
Wciąż ten sam głęboki skręt z tym że tym razem rzut oka nieco bardziej w przód.
A teraz samolot w solidnym przechyle i niesamowite wrażenie, że zaraz człowiek przebije się przez drzwi i jak nie łupnie w czyjeś obejście...
Krajobraz z lotu ptaka.
Piła. Waypoint zaliczony.
Przed nami pilskie lotnisko, o które tylko zawadzimy i śmigamy dalej.
Pilskie lotnisko i wojskowe zabudowania. Niestety brak wojska = zdychające lotnisko. Nikt o to nie dba ponoć.
Żegnamy Piłę!
O proszę, czyżby jacyś harcerze?
Eeeech ta technologia - GPSy wcisną się wszędzie :). Tak przy okazji - nawigacja tylko po mapie to masakra. Więc może lepiej niech się ta technika wciska wszędzie gdzie się da :).
Poznań! Home! Ziemia!
Tym sposobem nie wiedziec kiedy znikła mi godzinka czasu a w głowie powstał PLAN! Polecę, nie ma bata - muszę latać :).