Początek imprezy to oczywiście zakupy. Tyle tego badziewia do wózka wsadziłem, że najwygodniej było po prostu ten wózek wziąć ze sobą. OK,OK - oddałem :).
Szybko stworzyły się zakątki - męski i żeński. Męski był tam, gdzie było ŻARCIE! Lodówki tam nie dotargałem, piwa przynosiliśmy na bieżąco.
Zen czegoś w brzydką naszą dal zapatrzony...
Szumo i Karolina wciągają ile wlezie. Szumo z przyrodzenia, Karolina z powodu bejbka, który dzielnie jej w brzuchu rośnie :).
Ciążowa żarłoczność rządzi!
Dumna przyszła mama i dumny przyszły tata. Nie wiem dlaczego ale nie mogę się doczekać tego ich dzieciaka :).
Zen kroczy zamaszyście do kącika żeńskiego :).
Browary się piją, siedzieć nie ma gdzie - do dupy!
Stiku zabiera się do sikania na grilla. Słusznie, jakaś przyprawa zawsze się przyda :).
Jacek und Zbychu - sąsiad i poniekąd rodzina. My tak wszyscy mamy, że łatwiej nas przeskoczyć niż obejść :).
Żona Jacka - Iwona. Z boku chuda Natalka.
Publikując tę fotkę najprawdopodobniej narażam się na ucięcie dostaw fantastycznej sałatki ale cóż począć, muszę publikować, taka już moja dziennikarska natura :)
A to, proszę Państwa, jest najprawdziwszy na świecie krasnoludek. Ten skrzacik podbija każde serce, serio!
Z przodu córa Zbyszka i Sylwii, Z tyłu córa Zena i Ani.
Dwa skrzaty brykają. Zaraz zobaczycie, jak bardzo.
Fotografowanie dzieci to nie jest lekka fucha. To wulkany energii, nie idzie nad nimi zapanować.
Skrzat dojrzał, co robi Olga i przygotowuje się do swoich występów.
Może i White Man Can't Jump ale białym niebawem kobietom wychodzi to koncertowo! :)
Ender wyłazi z jadłodajni i chyba chciał mi nastukać za małą ilość mięsa mieszczącego się na zbyt małym jego zdaniem grillu.
MROCZNY Zen :)
Nie wiem o czym gadali ale jakoś ani mnie, ani Dorocie suszące się przy gościach pranie nie przeszkadzało. Jakimś cudem kompletnie tego nie zauważyliśmy. Dopiero gdy Majka całość zwaliła, zdaliśmy sobie sprawę, że oto urządzamy grilla z naszymi majtkami w formie bonusu :).
Ender się z czegoś cieszy. Ilekroć to robi, tylekroć ciary mi chodzą po plecach. Bo to niczego dobrego nie oznacza...
Bohater wieczoru - Grill himself!
Stiku przygotowuje sobie do grillowania... BANANY! Tak, wiem, to chore...
Wszyscy łakomie popędzają grilla do zwiększenia wydajności.
Ender i Ania, żona Zena.
Zakątek żeński był jakoś lepiej urządzony niż nasza jadłodajnia. Przynajmniej koniety miały gdzie siedzieć... Tak, muszę wywalić kilka złotych na jakieś siedzenia dla ludzi.
Wiedząc, że Natalka nie pije i znając ilość stojących na stole puszek, oblicz ile średnio wypiła Iwona i Doropha :).
Wszyscy mroczni. Karen chce mordować. Impreza nie mogła być udana :)/