Wylądowaliśmy w Kórniku. Nie wiem, czego się spodziewałem ale nie tego, że Kórnik jest taki maleńki.
Ichni kościół. Jak w całej Polsce - kościół to największa budowla w miasteczku. No OK, w Kórniku jeszcze zachował się zamek ale i tak kościół robi wrażenie.
Urzędujący tu księża musieli ściągać niezłe podatki, że się tak przed ludźmi chronili :).
Majka i Doropha chcą wtargnąć na mszę. Odwiodłem je od tego jako przykładny nie-katolik.
Rzut oka od strony plebanii. Chciałbym mieć taką plebanię za domek. Tam było wszystko, prócz basenu. To kwestia czasu imo.
Rzut oka na Kórnik. Dołem i bokiem moje kobiety strasznie w robieniu zdjęć zawadzające.
Lody break!
Żona ro... eee... wsuwa loda :)
Majka szczęśliwa. Ten dzieciak mógłby się żywić wyłącznie lodami i to byłby szczyt rozkoszy. W sumie który dzieciak by nie mógł?
Przed zamkiem. Ludzi było od cholery a widocznych w tle harlejowców pięknie spławił miejscowy cieć. Po raz pierwszy widziałem motocyklową bandę karnie zmykającą przed cieciem. Bezcenne :)
Doropha dziwnie wygląda a Majka gapi się na zamek.
Jedyne zdjęcie, jakie udało mi się trzasnąć w zamku. By robić zdjęcia trzeba do nietaniego biletu dokupić kolejny, też nietani. O filmach nawet nie wspominam. Po podliczeniu wszystkiego wyszło mi, że aby móc strzelać fotki i filmować musiałbym za wjazd zapłacić więcej, niż za wejście do Muzeum Narodowego w Atenach (gdzie mogłem trzaskać fotek ile chciałem, byle bym tylko flesza nie używał). To tyle w temacie komentarza o turystyce w tym kraju.
I po zwiedzaniu. Majce wlazła najbardziej sala mauretańska. Doropha chyba zwinąć by chciała jakąś szafę. Mnie się nie podobało - nie mój styl a poza tym pusto i zadupiaście.
Doropha und da Majek na tle zamczyska.
Esencja mojej żony. Doropha aka Faja.
Ten zamek kompletnie do siebie nie pasuje.
A to już arboretum i kwitnące magnolie. Tu już było CUDOWNIE po prostu!
Da Majek vs. magnolie.
Doropha vs. magnolie.
Przeca mówiłem - było cudownie.
W ruchu to coś zabijało - wyobraźta sobie mnóstwo opadającego kwiecia i ogólnie klimaty bardziej z jakichś japońskim mang, niż z polskich ogrodów...
Da Majek zdziwiony bujną zielonością.
Zaiste, owa zieloność była bujna nad wyraz.
W ogólnej zieloności nagle... Czerwone drzewo. Wyglądało to świetnie po prostu.
Majka strzeliła nam fotę. Ładnie brzuch mi wycięła :).
Najbardziej Pokręcone Drzewko Świata. Serio, to było jakieś dendrologiczne kuriozum :).
Jogurt brejk.
Tamtejsza wylęgarnia komarów.
Majka zrywa się do lotu. Oj, nabiegało się tam dziecko, nabiegało...
Zwalony pień drzewa z dziurą w środku. Wyglądało to intrygująco...
Cholera, się dziura ciągnęła... Z fleszem też nie widać końca.
Z daleka to drzewo wyglądało jak coś wziętego wprost z horroru. No przez moment myślałem, że ktoś wyrzeźbił na nim jakieś demoniczne twarze. Niesamowity widok.
To tylko kora ale za to jaka fajowa!
Wstęp do kręcenia Majką. Coś dziecko chyba moim poczynaniom niechętne :).
Ale jak już zakręciłem, to najwidoczniej tak młodej zostało...
Jakieś niebieskie chwasty. Nie powiem, nawet całkiem ładne.
Da Majek biegnący ku mamie. Ta beczułka statecznie turlająca się z tyłu to ja. A tak informuję na wypadek gdyby ktoś się zastanawiał, co robiły w kórnickim arboretum beczułki na ścieżkach :).
Do aparatu dorwała się Doropha. I trzaskała zdjęcia tym niesamowitym okolicom. No sami powiedzcie, czyż nie jest tam pięknie?
Umęczona wycieczką Majka i papa CoSTa z pacyfistycznym kwiatkiem we włosach.
O, rośnie tam drzewo, które korzenie sobie ponad ziemią trzyma, by móc dychać. Fajne wrażenie to robi, nie powiem.
Rzut oka na zamek z arboretum. I to był ostatni widok naszej wycieczki. Później już tylko powrót i masowanie zmęczonych kulasów.