W drodze do Stalowej Woli - zwyczajowo musimy po prostu coś zjeść. Zatrzymaliśmy się w naszej ulubionej karczmie i wciągnęliśmy jajeczniczkę na kiełbasce. MNIAM!
Doropha nie może doczekać się żarcia. Nie ma to jak zwyzywać od ostatnich kelnera :).
Smutny Dorek bez jedzonka :).
Chyba jajecznica przypełzła. Tak, ten wyraz nadziei na paszczy mojej żony może świadczyć tylko o jednym - FOOD!
Wcześniej jednak trzeba dokończyć fajkę. Tak, to moja żona...
Zaczynamy od chlebusia. Był pyszny, pokrojony w solidne pajdy i w ogóle rządził.
Taka prosta rzecz a jaka smaczna i sycąca...
Ja jakiś lekko zaczadzony - wstawanie o trzeciej nad ranem po to tylko, by dojechać dwie godzinki wcześniej do Majki... Ten sprytny plan mogła ułożyć tylko moja żona :).
Śliczna moja żoneczka. Strasznie słodko tu wygląda :).
Doropha pałaszująca jajeczniczę na kiełbasce.
Jedliśmy w miłych okolicznościach przyrody. Niepowtarzalnych.
Doropha marznie przed karczmą.
Siedzi bidne toto takie, stęsknione za córką...
Środek trasy. Ja przysypiam za kółkiem, Doropha jawnie śpi i mnie wkurza. Byłem wtedy bliski strajku i chęci kimania w samochodzie :).
Śpiąca taka jej mać królewna...
Na trasie spotkaliśmy też i wiosnę. Ładna suka jedna, nie można jej tego odmówić...
Dumna Doropha wywąchała wiosnę. Ja tam czułem tylko pobliskie pastwisko.
Dotarliśmy do Stalówki. Po masie przytulania, całowania i czego tam jeszcze, przyszła odpowiednia chwila na pójście na... LODY! YES! Pierwsza dobra decyzja Dorophy od dawna. Papa CoSTa też miał bowiem lodzika dostać ;).
Zakręcony Majek.
A te się ciągle ściskały i ciągle całowały. No po prostu jakaś masakra...
A nie mówiłem? Ciągle się całowały i pieściły. Ja rozumiem - 5 tygodni bez dziecka to całkiem sporo. Ale to było 5 tygodni LUZU! :)
Lodożerca.
Grubas i zabawkopsuja.
Stalowowolska promenada. Nawet całkiem tu ładnie.
Żabia perspektywa i Doropha und da Majek na tle nieba. Doropha dolizuje swój patyczek.
I znów żaba, Doropha, Majka i lizany patyczek.
Doropha wypina swą wątłą pierś. Zza wątłej piersi wyłana się fragment Majki.
Majka robiąca zdjęcie sklepu z butami, w którym kupiła sobie buty. Musiała sobie strzelić pamiątkowe zdjęcie.
Kolejne pamiątkowe zdjęcie Majki - lale na wystawie sklepu z zabawkami. Oj Majka będzie tęskniła za tym sklepem. A teraz coś od Majki: To jest wystawa i zrobione tu jest zdjęcie dwóch ładnych lalek. Zrobiłam to zdjęcie żeby wiedziec jakie tam są zabawki.
Majka dyktuje: To niebieska niezapominajka. Malutki kwiatek, który może w zdjęciu aparatu wydaje się dość duży ale on jest maleńki. Dzięki byciu takim małym on ładny jest w ogródku. Zasadziłam go ja a pomagał mi w tym dziadek.
Majka walczy z dziadkami. Ot cholera nie chciała się fotografować ze starszym pokoleniem. I to po spędzeniu tam pięciu tygodni. Niewierna jedna, ot co :).
Doropha, niebo, faja... Ja kiedyś kopnę swoją żonę. Naprawdę bardzo mocno.
Wracając wskoczyliśmy oczywiście do naszej karczmy. Ja jestem po zeżarciu kilogramowej karkówki. Wszyscy jesteśmy nażarci po gardłodziurki. Ale jesteśmy twardzi i nawet się kręcimy, nie zwracając uwagi na to, co się działo w przepełnionych żołądkach.
Gruby ja i cienka Maja.
Kręć się Majka, kręć!
A tu żeśma się z córą przepychali na całego. A bo stanęła mi na drodze i jakoś tak trzeba siłą sprawę rozwiązać. Była lepsza cholera jedna.
Wspinaczka... Jak to dzieci robią, że nawet nażarte chcą dalej biegać i skakać, o wspinaniu że już nie wspomnę? Ja chciałem tylko leżeć :).
Chains of Olympus :).
Doropha jako The Fly.
Ten grymas może świadczyć tylko o jednym - nie będzie lodów na deser!
Co można robić godzinami w samochodzie? A można na ten przykład czytać pamiętniki Barbie, które samemu się napisało :).
Papa CoSTa bezpiecznie dowozi swoje kobiety do domu. Mission Accomplished. Głupi ja... :)