Dimitris vs. ulica Naramowicka. Niezbyt piękna ta ulica...
A to już centrum miasta. Zaczynamy włóczenie się po zadeszczonym i brzydkim Poznaniu.
Dimitris vs. nasza straż pożarna. Po rozmiarach sądził, że pożary to mamy duże, pochłaniające pół miasta i w ogóle :).
Straż pożarna raz jeszcze - tym razem nieco z boku.
Fotki tego czegoś wielkiego robić musiał. Nie wiem, czy mają tam tak rozwiniętą straż ale po reakcjach sądząc - chyba nie.
I dalej fotkujemy do bólu.
Yeah, małe piwko ze strażakami... :)
Poznański spleen. Nie powiem, całkiem malowniczy.
Dimitris pytający "cous, where the fuck are we going???" :)
Nawet nie wiedziałem, że tu mieści się coś takiego... Jak ten koleś zmieścił w oknie???
Poznańskie zaułki. Ładniusie całkiem...
Na górze Przemysła stanęliśmy oko w oko z czymś takim. Konia z rzędem temu, kto zgadnie co to takiego. Te kulki na dole coś sugerują...
Oczywiście, to przeca cohones! Tylko czyje to są cohones? :)
I znów rzut oka na Poznań z wyżyn "góry" Przemysła ("górą" nazywają tu wzniesienie sięgające drugiego piętra - masakra!).
Dimitris na tle panoramy Poznania.
I znów Dimitris na tle panoramy Poznania.
Schodzimy z "góry". W tle oczywiście kościół. Jeden z wielu, na widok których Dimitris powtarzał pytanie o "ważność" kościoła w naszym kraju. Za każdym razem nie wierzył, że jest AŻ TAK wielka owa "ważność"...
Wciąż spełzamy. Kaman, poprzedniego wieczora wypiliśmy kilka piw :).
Poznański ratusz od dołu.
Zziębł chłopina nieco :).
Nie ma to jak kaplica przydrożna. Dimitris bardzo nasz polski folklor polubil :).
Dimitris i dzwony.
"Wre, mono eklisijes ehiete edo?". W luźnym tłumaczeniu: "kurczę, tylko kościoły tu macie?". Celna uwaga...
Ulica św. Marcin zarasta kwiatkami. Wiosna idzie!
Cały gruby ja i ledwie widoczny za szybą fakerek :).
Stary Browar nie spodobał się Dimitrisowi. Jakoś nie uwierzył, że to jeden z najładniejszych ponoć malli na świecie.
Ale w środku zaczął doceniać dopieszczenie Starego Browaru. Kulczykowa fuszerki nie odstawiła. Choć pomniczek mogła wtargać jakiś inny :).
Yeah, pomniczek jest dziwny. A Dimitris śpiący.
Szybko mu się znudziło. Nie dziwię się, mało klubów i pubów minęliśmy - nie było się czym interesować :).
Półwiejska i sobotni wysyp zakupowiczów. To mu się bardzo spodobało.
Poznańska ulica Półwiejska.
Trochę zdziwił się chyba, że wszyscy za zakupami biegają.
W końcu trafiliśmy do Fary.
Poznańska Fara.
Ot i całkiem niebrzydki kawałek Poznania.
Dimitris udaje, że potrafi czytać i że interesuje go to, co wypotrafi :).
Ależ zaczytany...
Nieco mniej ładny ale wciąż uroczy kolejny kawałek Poznania.
Dimitris chyba poczuł się swobodniej w tym odrapanym zakątku. Śmiało tu wkraczał.
Zdecydowanie bardziej podobały mu się ruiny... Widać Grecy tak mają - bez kupy kamieni najwidoczniej nie ma funu z oglądania czegokolwiek.
Dimitris a'la Merlin Monroe. Ot zawiało nieco chłopcu od spodu :).
Dmuchało ostro - ni cholery zgrabiałymi łapami dopiąć się młody nie mógł. Marzł tu u nas że aż miło było patrzeć :).
Poznańskie koziołki. Kiedyś dowiem się, dlaczego rogacizna jest tak ważna dla Poznania.
Dimitris na Placu Kolegiackim.
Fajowe, ciasne uliczki otaczające rynek. Szkoda, że tak ich mało...
Przez moment pokazało się nawet słońce. Dimitris był w szoku. Po dwóch dniach szarugi stwierdził, że u nas słońce najpewniej nie świeci wcale :).
O, tam tez poczłapaliśmy. Ostrów Tumski przed nami!
W drodze na Ostrów Tumski.
Rzut obiektywem na Katedrę.
Dimitris znów udaje, że potrafi czytać.
A taka tam próba aparatu. Nawet całkiem fajnie wyszło...
Dimitris przyjechał do Polski na jakieś sympozjum. Zjechało się na owo kilkanaście osób z całej Europy. A że Poznań małą jest wioską - co chwila się spotykali :).
Dimitris vs. Katedra. Stawiam na Katedrę.
Ksiądz powinien pilnować swoje dzieciaki - bawiły się w zatrzymywanie samochodów i autobusów i wyciąganie pieniędzy od ludzi. Drogi księże - myto jeszcze nie jest dla kościoła usankcjonowane...
Dimitris odbiera swoją dawkę błogosławieństwa :).
Cholera, ależ to spore.
No cóż, skoro już tu przyleźliśmy, trza było wejść i obejrzeć co tam dają.
W Katedrze było ciemno, ponuro i cholernie nam się z tego powodu spodobało :).
Jeszcze rzucik obiektywu na Katedrę...
Idziemy na Śródkę. Most, który tu niedawno przenieśli, spawuje się całkiem dobrze. Teraz przydałoby się nieco okolicę wyremontować bo tam jakiś trzeci poznański świat jest...
Jako się rzekło - uroki Śródki. Nie wiem ile warta jest tu ziemia ale na miejscu deweloperów dawno już dogadałbym się z miastem, wypierniczył biedotę na bruk i stawiał coś fajnego. Jak znam życie tak się stanie, tyle że zostanie to zrobione kompletnie bez głowy, ładu i składu i przerobią Śródkę na kolejną sypialnię Poznania :/. Do dupy z takimi deweloperami i do rzyci z takimi władzami miejskimi, które się na takie budowanie godzą.
Przeuroczy antykwariat na Śródce.
Dimitris czai się na jakieś białe księgarskie kruki...
I koniec przechadzki. Wracamy do domu łapiąc 67 na Śródce. Fajna fotka tak przy okazji :).
No tak, Dimitris nie byłby sobą nie pokazując jakichś ukrytych części swojego ciała :).
Obiadek w domu i szybkie przygotowania do wieczornego wyjścia na piwo. Dwa szybkie żubry robią dobrą zaprawę na wieczór :).
Ostatni krzyk kapcianej mody!
No to ognia! Żuberek zaraz wpadnie do gardła!
Ja - brzydki i okrągły oraz zarośnięty. Niestety, Doropha dopiero natrzaskaniu iluśtam zdjęć zauważyła, że zapomniała o lampie :).
Knajpa i picie z Enderem oraz Centurionem. Jako że w centrum dział się Armageddon a ludzie wyleźli jak stonki, to poszliśmy do najgorszego pubu w okolicy. Było pusto, niemiło i nieprzyjemnie - w końcu to najgorszy pub w okolicy. Czyli tak, jak chcieliśmy :).
Opił się Dimitris browaru jak bąk. Wyrobił normę na jakieś pół roku z okładem :).
Zimny browarek...
Dimitris nie wierzy, że można robić tak brzydkie puby a jeszcze bardziej nie wierzy, że można do takich przychodzić :).
Centurion. Ugly motherfucker :)
Chyba opisywałem ruch dwóch atomów przy zjawisku fuzji. Na pewno nie mówiłem zaś brzydkich rzeczy :).
Ender hip-hop style...
Buszujący w browarach...
Nie wiem czy łykał, czy wręcz przeciwnie :).
No, na pewno zaś dobrze się bawił!