Świąteczne śniadanko nasze przedpodróżne. Żur, kiełbacha, jajo... Mój cholesterol wył ze szczęścia :). Z boczku jajka faszerowane - specjalność Pani Domu aka Dorophy.
Majce zdaje się nie smakowało zbytnio :)
Doropha zasłania swe nieumalowane lico, da Majek wykonuje ogólnie znany "gest leniwca" - nudzi się i przeciąga. Tak, nie dane nam było wcześnie wyjechać...
Bez swojej elektroniki nigdzie się nie ruszam!
Już po przyjeździe do Stalowej Woli - Majka z miejsca zaczęła eksplorować dawno nie widziane miejsca i zagospodarowała swoimi kucykami co ciekawsze zakamarki :)
Kasia - siostra Dorophy z fryzurą "o kurczę, pierun mnie przeleciał" i jej mąż, przystojny Roman. Zawartość stołu przykuwa uwagę zestawieniem czekolady marki Milka i sałatki warzywnej marki Mama Dorophy :)
Za wachlarzem ukrywa się Jagódka - córka Kaśki i Romka. Przefajna osóbka.
Majka natychmiast powyciągała co więcej "skarbów" i zaczęło się syfienie na podłodze. Bogu niech będą dzięki - przez najbliższy czas NIE U NAS! :)
Majce chyba się tam spodobało!
Doropha się wstydzi. Doropha jest czasem dziwna... Jezu, w jaką ja rodzinę wszedłem :)
Papa CoSTa świrował, że jest biznesmen i ciągle przez telefon szprechał. A co, trza robić dobre wrażenie gadaniem, skoro wagą już nie za bardzo wychodzi :).
Majka, Jagódka i Bartek poszli sobie ze mną na spacerek. Oto jak przywitała nas Stalowa Wola - śnieg jak jasna cholera, mokro jak diabli i ogólnie kupa niezłej zabawy z tym zimnym i mokrym a białym i lecącym z nieba czymś :).
Jagódka bardzo ładnie opiekowała się Majusią. Kurczę, przydałaby się Majce starsza siora. Niestety, Kaśka z Romkiem (ich jest Jagódka) o sprzedaży dzieciaka słyszeć nie chcą i tym sposobem musim zrobić sobie sami.
Da Majek w pełnej swej zimowej krasie.
Śnieg, mokry, lepiący się... jaka najlepsza w związku z tym jest zabawa? Oczywiście! Obrzucać wujka! :)
Zmasowany atak wrogich sił i wiadomych ośrodków!
Cała trójka chciała mnie pogrzebać pod śniegiem żywcem!
Bartek, syn Kaśki i Romka, w rejdżu i chęci kompletnego mnie zniszczenia kulką. Chybił. Na szczęście!
Wchodzenie na ślizgawkę po kompletnie mokrych i śliskich jak diabli drewienkach nie było najlepszym pomysłem. Nikt nie zginął. Cuda się jednak zdarzają...
Po umęczeniu wujka (jako celu dla kulek), ślizgawki i czego tam jeszcze - przyszedł czas na zniszczenie innych urządzeń na placu zabaw.
Jagódka jako ta księżniczka - huśta się boczkiem.
Bartas nawet podczas ujeżdżania konia rzucał we mnie kulkami. To ci prawność! To ci duch walki!
Ani chwili spokoju. Cały czas musiałem się przed tymi kulkami uchylać. Moje zapasy tłuszczu ucierpiały na tym wielce :).
O TY! Podła zdrajczyni! I Ty Majko przeciwko mnie???
Nareszcie jakieś ludzkie zajęcie prócz obrzucania wuja kulami. Dziewuchy zabrały się za klecenie bałwana.
Lekko nie było, trza było sporo tego śniegu naturlać...
Bartas - jak każdy prawdziwy facet - wolał oglądać białogłowy przy pracy niż samemu palcem kiwnąć. Mnie też się udzieliło :).
Prace były ciężkie, wysiłki wielkie a bartek leniwy, jak diabli. Bałwan powstawał z niemałym mozołem...
Praca nad bałwanem okazał się być ciężka i długa. Śnieg lepił się aż za dobrze a dziewuchy wykazywały pewne braki w praktyce lepienia sztucznych ludzi. How's that???
Jagódka uklepuje main body bałwanka a bartek nie pomaga, jak nie pomagał :).
Jagódka i da Majek wykańczają bałwanka. Jak to w przykładnej mafijnej rodzinie zwyczajowo się dzieje...
Pełne skupienie na pysku Majki może świadczyć tylko o jednym - cholera, bałwankowi wyszedł jakiś krzywy kinol!
Ostatnie poprawki bałwana i zaraz będzie śnieżny człowiek jak żywy!
Stalowa Wola do najpiękniejszych miejsc pod słońcem nie należy niestety. Kurczę, na upartego można by te niedawne tereny targowe nazwać centrum miasta. Trochę porażka...
Jagódka i da Majek w całej masie śniegu. O kurczę, ale tam sypało...
Bartek wpadł na pomysł łykania śniegu. Niegłupi pomysł! Sporo tego dziadostwa do pyska leciało. Wiem, spróbowałem :).
Bartek kica do domu a śniegu sypało coraz więcej i więcej... Szok, czegoś takiego w cholernym Poznaniu nie było tej zimy. Szkoda kurczę :/.
Blokowisko Dorophy. Tak, wiem, gałęzie dlatego tak wysoko przycięte, by nikt sobie krzywdy zbyt łatwo zrobić sam nie mógł...
da Ciacho!
Uchichrana Majka, moja śliczna żona Doropha i babcia Dorophy - Zosia. Trzy pokolenia, jak w mordę strzelił :). No okej, z przeskokiem - teściówki zabrakło.
Mój zasadniczy jak widać teść i moja przyklejona do tatusia swojego żoneczka.
Mama Dorophy aka Lusiowa, aka Teścióweczka...