Przed teratrem jeleniogórskim stanęła jakaś wykręcona rzeźba z jeleniami w roli głównej. Mroczne!
Jeszcze nieco jeleniowatego mroku.
Landszaft kołoteatralny. Ładne niebo :).
Zaraz obok w miarę zadbanego teatru - typowy jeleniogórski widoczek. Niefajnie.
Jelenia Góra zza krat. Jakżesz prawdziwa fotka!
Na szczęście prócz sypiących się miejsc, są i miejsca, które widują turyści. Te jak widać potrafią się nawet remontować.
Smakowite jeleniogórskie zaułki. Wielbię takie miejsca.
Uuuu, ta fotka mnie się udała. Kaplica jakaśtam. Fajowa :).
Bardzo mi się ten budynek podoba. Nie wiem dlaczego, po prostu przykuwa moje oko ilekroć obok niego przechodzę.
Fotka może nie zachwyca wykonaniem ale sam pomysł wypalenia takiego czarnego kształtu na tle jakimś jasnym (plus to niesamowite niebo) i ma się całkiem fajny materiał. Kurczę, chyba czas zacząć odkładać na jakąś sensowną lustrzankę.
Ciekaw miejsce - wąźiutki tunelik pod kamienicą, którym trafia się na tyły kościoła. Fajowe!
W tunelu. Tylko Szeloby brakuje :).
No i zaszliśmy św. Erazma i Pankracego od tyłu...
Rzucik okiem na wejście do tunelu. To drugie wejście, to którym wyszliśmy. Skomplikowane to jakieś takie...
Kościół jest wielkim skarbem Jeleniej Góry. Ilość krat nie dziwi. A że gustowne nad wyraz...
Jedna z wielu wmurowanych płyt. Co to za płyty? Cholera, nie wiem. Niemniej jest ich sporo, pewnie spełniają jakieś funkcje dziękczynne czy wotywne i ogólnie robią klimat rewelacyjny.
Kościół pod wezwaniem św. Erazma i Pankracego.
Drobny element w jednej z bocznych... hmmm... kaplic? Jak to się nazywa fachowo?
Pomnik zdaje się jakiegoś papieża ale nie dam se uciąć, czy aby na pewno. Przyznaję, tabliczki nie czytałem. Światło było doskonałe :).
Jedna z owych płyt. Siakiś koleś z marsową miną. Jak nic dał sporo siana na kościół za co dostał płytę. Ciekawe, czy wciąż można się na taką pamiątkę załapać, jeśli odpowiednio dużo się posmaruje.
I znów pan z marsową miną.
Wejście (portal?) do kościoła. Wyczesane jak trzeba, z full ornamentyką godną ichnich czasów. Mniód.
Gdy pierwszy raz spojrzałem na tę rzeźbę, nie chciałem fotki strzelać. Ale po zastanowieniu i pokombinowaniu wyszła mi jedna z najfajniejszych fotek. Kurczę, ale tu się fajnie linie i kształty oraz kolory poukładały...
Nieco obok głównego wejścia jest sobie drugie, nie mam pojęcia, czy nadal czynne. Anyway, dookoła solidnie ozdobione.
Jedno ze zdobień bocznego wejścia.
I zbliżenie kolejnego zdobienia. Szmoczyście!
Zaraz obok kościoła leciutki akcent humorystyczny :).
Włazimy na Stary Rynek. Cały Rynek otoczony jest takimi arkadami, pod którymi można sobie pomykać. Czego najbardziej tu brakuje? Oczywiście, jak zresztą w każdym mieście w całym kraju - wszędobylskich kafejek ze stolikami! No tu nie ma w lecie po prostu gdzie usiąść, mimo iż arkady stworzono właśnie chyba po to. Marnowanie powierzchni i przestrzeni, ot co!
Wejście na Stary Rynek od strony miasta.
Inne, zdecydowanie brudniejsze arkady :).
Zaraz przy wejściu na Stary Rynek, w jednym z najbardziej uczęszczanych miejsc w Jeleniej Górze, jest sobie kiosk w ścianie. Bardzo ufajdanej, brudnej, gównianej i beznadziejnej ścianie.
Niedawno walnąłem fotkę tego łuczka w czerni i i bieli. Mały ripit w nieco innych okolicznościach przyrody.
Unsere ratusz.
Swego czasu w Jeleniej Górze działy się festiwale teatrów ulicznych. Zdaje się, że to także sukinsyny zarżnęli. Jezu, pogrążają to miasto równo :/.
Rzut okiem na Rynek.
Kamieniczki wokół Starego Rynku.
Ratuszowa lampa. Ślicznościowa :).
Ratusz jest dwuczęściowy. Obydwie części łączy o coś takiego. Gdyby jakiś terrorysta wysadził toto w cholerę, Jelenia Góra by zdechła z braku możliwości porozumienia się strony lewej ratusza, ze stroną prawą :).
I jeszcze raz nasz śliczny ratusz.
O, coś, co w Poznaniu jest nie do pomyślenia. ŁAWECZKI! No żesz kurwa mać, jak mnie to wpienia w Posen - ja rozumiem, że trzeba knajpom naganiać klientów. Ale żeby w tym celu zlikwidować WSZYSTKIE ławki na Starym Rynku??? No kochani nasi rajcy, bez przegięć proszę! Co to niby ma być i kto dostaje za to w kieszeń?
I jeszcze nieco jeleniogórskiego ratusza.
Wodnik Szuwarek aka Neptun. Nie pytajcie, co ten koleś robi w mieście otoczonym górami. Widać tak ma być :).
Zliżenie na Wodnika Szuwarka aka Neptuna. Mniodne kolorki.
Prócz siadania na ławeczkach, można też tyłek posadzić w knajpkach. Ciągle ich na Rynku jednak za mało!
Plac Ratuszowy. O proszę, tak się nasz Rynek fachowo nazywa... No cóż, wolę Rynek. Jest krócej.
I znów zaglądamy pod arkady. Fajna foteczka tal swoją ścieżką.
Jelenia Góra to miasto kontrastów. Zaraz obok wypielęgnowanych kamienic stoi sobie i coś takiego. No cóż, widać kasy nie stykało na zbyt wiele.
Ultraciekawy sposób blokowania dojścia do pokazanej poprzednio ruiny :).
Jeleniogórskie graffiti. Szczerze mówiąc Jelenia Góra pod tym względem nie ma zbyt wiele do zaprezentowania. Owszem, idioci smarują mazakami po murach ale ani to ładne, ani sensowne. Ot znacza swój teren kretyni z markerami. Jak się markery skończą, to pewnie gównem wszystko wymażą. Mam pytanie: skąd się bierze ta potrzeba zagnojenia wszystkiego, co tylko zagnoić się da? Brak szacunku dla cudzej własności pewnie się z domu wynosi...
A to już Cieplice. Małe, brzydkie, brudne, walące się ale z jedną perełką: uzdrowiskiem. Jest więc uzdrowisko i nic praktycznie poza tym. Po prostu ruina :/.
Kościół ewangelicko-jakiśtam. Bodajże augsburdzki czy coś w ten deseń. Nazwijcie żesz swój odłam chrześcijaństwa jakoś prościej i mniej pretensjonalnie, może jakichś płatników zgromadzicie...
Tu tez arkadki acz w nieco innej formie jak widać. Bardzo mi się ten koncept spodobał...
Rzut okiem na Cieplicką jedną zadbaną ulicę. Reszty oglądać nie warto. Niemcy zrobiliby z tego perełkę Karkonoszy. Kilkadziesiąt lat polskiego socjalizmu zrobiło z miasteczka coś upadającego do bólu.
Urokliwe drobiazgi.
Kiosk widać prywatny bo przyklejona do pomalowanego i zadbanego budynku buda dobitnie świadczy o tym, kto za remonty płaci. Rozumiecie w czym rzecz i na czym problem polskich małych miejscowości polega? Pomalowanie tego kosztowałoby ile, 300 złotych? 500 wraz z zeskrobaniem syfu? No właśnie...
Rzucik na Politechnikę wrocławską a właściwie jej zawrocławską filię przy uzdrowisku. Prócz uzdrowiska to chyba tylko uczelnia trzyma Cieplice przy życiu. No i mają hotspota :).
Zaraz naprzeciwko uczelni. Słodkie :).
I jeszcze jeden rzucik okiem na jedyną zadbaną ulicę Cieplic.
Wejście na uczelnię.
Cieplice nieco dalej niż ta jedna reprezentacyjna ulica. Tu lepiej nie chodzić po zmroku.
O kurczę, to mnie autentycznie zdziwiło - ktoś tu coś BUDUJE! :)
Ale ten widok natychmiast mnie uspokoił. Jeszcze przez dziesięciolecia Cieplice nie będą wyglądały jak niemieckie górskie miasteczka.
O, po tej rzece kiedyś łaziłem. Nie to, żem Chrystus czyniący cuda - po prosru kiedyś drogie dzieci zimy to były zimy i jak dało mrozem, tak można było bez strachu rzeką przeleźć z Cieplic do osiedla, na którym mieszkałem. To były piękne czasy :).
Wracamy na reprezentacyjną ulicę Cieplic. Rzucik na wyłaniający się zza Politechniki jeden z budynków uzdrowiska.
Wejście do uzdrowiskowego parku.
Tak, ten dom jest tak dziwnie zbudowany - tu wąski, rozszerza się w części dalszej. Fajny pomysł :).
W Cieplicach spotkałem kolejną odsłonę płyt. Kurczę, fotografowanie czegoś takiego wciąga.
I kolejna kamienna płyta. Nawet nie zgaduję, kogo przedstawia.
Musi być jakiś papież czy coś w ten deseń.
Nie no, bajer jaki się pokazał po wrzuceniu filtra mnie po prostu rozwalił - oto okazało się, że niebo zrobiło się... dwukolorowe :). Fajne!
A tu kochani jest pijalnia wód z owych źródeł, od których Cieplice swoją nazwę wzięły. Są sobie cztery krany publicznie dostępne i można se lać wody ile się chce, w butelki wlewać i ogólnie nachlać się do woli. Smaczne toto nie jest ale po wypiciu człowiek aż piszczy przy przejściu przez bramkę w najbliższym sklepie. Tyle tam metali :).
Wejścia do parku bronią dwa lwy. Tu akurat tylko jeden. Drugi mi się rozwalił gdy próbowałem przytargać do tego pierwszego, by pokazać obydwa na raz :).
I jeszcze jeden pawilon uzdrowiskowy.
Najbardziej znana kuracjuszka Cieplic. Czegoś grubawa jakaś taka :).
O, tu papa CoSTa miał studniówkę! Kochani, co za blamaż odstawiły władze naszej szkółki - otóż zachciało im się zrobić studniówkę bez alkoholu. Cóż za pomyłka! Nie dość, że trzeba było organizować sobie alkohol samemu, to jeszcze trza się było dzielić z sępami nauczycielami :).
W myśl jeleniogórskiej zasady "jeśli można coś spieprzyć, zróbmy to!". Przykleili do dworku jakieś szklane coś. Makabra.
Fotka oczywiście nieudana i w ogóle. Ale efekt ciekawy moim skromnym.
A na koniec pokazać chciałbym jak studenci PWR przełażą z parkingu do szkółki swojej. Bramę mają po prostu cudnej roboty. Nie wiedzieć czemu porwała mnie ta brama i stałem tam kilka minut oglądając całość w ogólności i szczegółach. Świetne.