Zaczęło się wszystko niewinnie... Dorotka kładła sobie tusz na rzęsy czy odwrotnie, trudno orzec, nie znam się na tych czarodziejskich sztuczkach. Anyway - początek robienia się na bóstwo wygląda jak widać nieco marnie. Tylko jedno lusterko??? A gdzie te wszystkie lampki i inne gadżety? Gdzie kosmetyczki? Gdzie fryzjer i cała reszta przydupasów?
Przygotowań ciąg dalszy, czyli Dorotka staje się coraz ładniejsza podobno :). Oto moja kobita w pełnej krasie. Powinienem napisać moja kobita i jej nos, który tu pięęęknie po prostu wyszedł :)
Ja, czyli CoSTa, tęsknie wypatruję na zegarek i tak się zastanawiam (choć tego nie widać (procesu zastaniawiania się oczywiście a nie wypatrywania)), ile to jeszcze wolności mi zostało :). Na fotce razem ze mną stoi sobie moja ulubienica - Jagódka (hi!).
W całym tym przygotowawczym zamieszaniu był jeden zonk. Oto tego dnia latał sobie w powietrzu i w telewizorni niejaki Adam M. Jak widać jest to bohater narodowy przez duże N. Wszyscy jak pan bóg przykazał krzyczą "leć Adam, leć!". Dobrze, że ktoś przypomniał, że tu się jakiś ślub ma dziać czy coś takiego...
Okej, jakoś dotarliśmy w końcu do kościoła. Podjechaliśmy nie lada limuzyną, wypasionym na maksa, obitym skórami, wypchanym drewnem najlepszej jakości (plastikiem zresztą też), pancernym, z przyciemnianymi szybami, z alufelgami, z komórkami przy każdym siedzeniu i barkiem na dodatek - renault Kangoo!!! AAA! Ale rządzi ten samochodzik! Kangurek, własność niejakiego Romka (hi!), puszczał z rury dym ciemny a smrodliwy. Okazało się, że wlali biedakowi zamiast dobrego paliwa jakąś breję, więc przed kościół dotarliśmy nie dość, że z szykiem, to jeszcze z efektami spacjalnymi w postaci mgły, zamgleń i zadymień :). No ale w końcu weszliśmy. Oto rzut od tak zwanego ołtarza.
Oto i MY! Piękni, młodzi, zafrasowani co tam słychać u Adama M. :) Widać chyba ten frasuneczek na twarzach... Anyway, prócz nas było w tym kościele jeszcze kilku innych znamienitych typów i typek. Cała impreza przypominała nieco znane z filmów gangsterskich zloty mafijne. Wiecie - ciemne okulary, ochrona, podejrzane interesy, takie tam... Za moimi plecami stoi jeden z najlepszych agentów ochrony, podejrzany o konotacje z BORem - Piotr alias Bbrzoza alias Borowik. Za Dorotką skryła się cichociemna Kasia alias Kopeć. Też niezła agentka. Idealna do ściągania długów - nieźle daje w kość! :)
A oto i sami cappo di tutti cappi obydwu familii... Od lewej: cappa di tutti cappa (bo to rodzaj żeński) familii Świciów, czyli jedyna, nieustraszona, nieprzejednana i dla wrogów bezlitosna - mama Dorotki. Koło niej siedzi cappina mojej rodziny, sławna na cały blok i jego okolice, niezrównana w zagrywkach oszczerczo-propagandowych - moja Mamma CoSSTa. Obok niej siedzi wódz i sam prezes familii mojej, pieszczotliwie zwany ojczulkiem - Ojczulek. Nie dajcie się zmylić temu przydomkowi! Jest straszny! Mrokiem i ogólną charyzmą bije jednak wszystkich na głowę szef i jedynowładca - tato Dorotki. Spójrzecie na tę tygrysią, gotową do skoku postawę... Ciągła czujność! Oto motto i źródło sukcesu cappo rodziny Świciów!
Zaczęło się! Nabożeństwo odprawiał duszpasterz wszystkich zbłąkanych owieczek - ksiądz Kozioł. Nazwisko znane w Stalowej Woli (tam braliśmy ślub) i cenione. Głównie w okolicznych klubach piłkarskich. Podobnież ma niesamowitego kopa. Wierzymy na słowo!
Od tego momentu nie było odwrotu... Znów my, tym razem jednak z nieco innej perspektywy. Za Dorotką siedzi cichociemna Kasia alias Kopeć. Jest to jedno z niewielu dostępnych zdjęć Kopcia. Napatrzcie się, bo nie będzie Wam już więcej dane :)
Wszystko działo się jak na filmie - były przemówienia księdza, później my wygłaszaliśmy swoje kwestie. Kurczę, wzruszony byłem wtedy bardzo ale głos nie zadrżał ani na jotę! Ha! Widać doświadczenie radiowego wyjadacza :)
"...i biorę sobie ciebie..."
"...a ja wam z karate przyłożę..."
"Dorcia frasobliwa" czyli zdjęcie oddające wszystkie te niepokoje targające duszą panny młodej - czy impreza będzie okej? Czy nie rozgotują ryby? Czy muzyka nie będzie za głośna? Czy muzyka będzie w ogóle? Jak się ten mój mąż nazywa? :)
Ja tam nic do ślubów nie mam... Ba! Nawet je bardzo lubię! Ale siedzenie wykańczało. Trzeba było siedzieć długo i w odpowiedniej pozycji. Rączki grzecznie na kolankach, nie było mowy o podkradaniu święconej wody czy kawałka ołtarza na pamiątkę... Tu akurat rączki leciutko składaja się w typowy dla nich układ codziennego pozdrowienia każdego człowieka. Tyle że palec nie ten :)
A tu banda pod tytułem "świadek, mroczny pan młody, mroczna (choć w jasnych kolorkach - to dla zmyłki) panna młoda i najmroczniejsza świadkówna". Wiem, nazwa naszej bandy jest nieco przydługa ale cóż na to poradzić? Zwróćcie szczególną uwagę na złośliwy uśmiech świadkówny.Teściową mam najlepszą na świecie ale w kość zdrowo mi da świadkówna :(
Pod pozorem, że wszyscy nam gratulują, ściągamy haracz od gości. Było jak na filmach - buzi, buzi i koperta za pazuchę. Ha! Gdyby tak wszyscy mieli na mój widok... :)
Jesteśmy pazerni do bólu! Wychodząc z kościoła jeden z zaproszonych gości poślizgnął się na czymś, z kieszeni wyleciał mu portfel i wysypało się nieco drobnych. Jak widać odpowiednie służby porządkowe zajęły się zbieractwem i łowiectwem...
Jak w każdym dobrym filmie akcji nie mogło zabraknąć i "momentów"!
Party time! Na pierwszym planie młody następca i spadkobierca przyszłej fortuny krośnieńskiego odłamu naszej przestępczej organizacji. Czujnym okiem obczaja wszystko co się rusza i nie tylko. Już knuje pierwsze spiski... Imię jego Bartosz i nie musicie go pamiętać. Kiedyś będziecie kładli się i wstawali z jego imieniem na ustach...
To co prawda mężczyzna jest głową ale kobita szyją każdego związku. Tu Dorcia nienaturalnie wygina swoją...
"Trzy gwiazdy" inaczej zwane "bezlitosną trójką". Na pierwszym planie Jagoda - zero litości, sam mrok, doskonale wyciąga wszelkie słodycze od wujka (czyli ode mnie :)). Na drugim planie kobieta, której nie trzeba przedstawiać. Ta jest doskonała w każdym aspekcie zbójeckiego dzieła. Za to na trzecim planie wyjątkowo mroczna postać z najgorszych Waszych snów, krotochwilnie zwana Madzią.
Oto grecki odłam naszej mafii. Po lewej - Eleni. Nie śpiewa. Ona nie musi. Śpiewają za to jej wrogowie, jeśli dorwie któregoś (zazwyczaj dorywa). Po jej prawej siedzi najmroczniejsza z mrocznych - moja rodzicielka. Z wyrazu twarzy widać, że nie oszczędza nikogo i niczego jeśli tylko ktoś jest na tyle głupi, by jej podpaść. Mocne panienki! :)
Ha! Nastała w pewnym momencie na tym weselu taka chwila, kiedy to ni stąd, ni z owąd zaśpiewała dla nas córka brata Dorotki (tak, wiem, pokrewieństwa w mafijnych rodzinach to tragedia dla zwykłego człowieka). Zaśpiewała nam "Agnieszka już tutaj nie mieszka" w pięknym i przejmującym stylu :). Dzięki Martusia!
Zdarzały się momenty, że prócz picia czasem także tańczono... Sporadyczne ale zawsze. Z kronikarskiego obowiązku odnotowuję :).
Jak dla mnie zdjęcie godne Pulicera (czy jak się tego kolesia pisze)! Zgony nastąpiły jak widać wcześnie. Pierwszymi ofiarami oczywiście musieli być najmłodsi - chodzi o stosunek ilości wypitego alkoholu do masy ciała. Poważnie! Huncwoty cholerne zakosiły skądś kieliszki z szampanem i opiły się jak bąki :). Widok podobno był rewelacyjny. No cóż, mnie ominęło ale przynajmniej zostało mi zdjęcie. Śpi spadkobierca fortuny krośnieńskiej - Bartosz. Ochrania go Kacper - koleś, z którym lepiej nie zadzierać jak widać...
A oto i nasz fotograf, czyli Arek, w towarzystwie uroczej Dorotki (kolejnej... oni tam jakąś manię mają z tym imieniem :)). Arkowi zawdzięczamy zdjęcia a Doroni to, że Arek w ogóle na ślub przyjechał. Zamotane? A kto powiedział, że życie mafiozów nie może przypominać telenoweli latynoamerykańskiej (jak ja kocham ten zlepek słów :)).
Naprawdę nie wiem, co ja wtedy chciałem zrobić ale stanowczo odradzam dłubanie w nosie kciukiem. Palcem wskazującym boli mniej :)... W dalszym planie the incredible Kamil, który też jakby się przymierzał do fingerowania kinola :).
Wytłumaczeń tego zjawiska może być kilka: - po parkiecie fruwały jakieś świecące elfiki, wróżki czy inne paskudztwo, - na filme uwieczniły się duchy tego miejsca, - ktoś nam dosypał czegoś do napojów. Skłaniam się ku temu ostatniemu.
Było na tyle gorąco, że gorsety zaczynały fruwać. Oto (co prawda tyłem ale zawsze) Kasia, czyli siostra Dorotki, która rozpoczyna proces zrzucania zbędnej odzieży wierzchniej :).
Oto oldschoolowa szkoła mafijnego tańca! Moje wujostwo szaleje po parkiecie w rytm muzy puszczanej przez dj-a Słoneczko widocznego w tle. Wujostwo pozdrawiam, dj-a ostrzegam - kiedyś cię dorwę i za te smuty, które puszczałeś powyrywam nie tylko nogi z dupy!
Momentów ciąg dalszy. Jak widać lubimy TO robić publicznie :).
Roześmiana Dorcia otoczona wianuszkiem niewiast, w który to wianuszek ma zaraz rzucić swój wianuszek. Tak na ewentualną przyszłość: Dorociu! NIE rzucamy wianeczka prosto w twarz wybranej przez siebie osoby. Ba! NIE obracamy się perfidnie w kierunku wybranej przez siebie osoby by rzucić i trafić tę właśnie osobę! Spisek został przejrzany i odnotowany. Takie spiski przeprowadzamy z wrodzoną gracją... Można na ten przykład zamaskować proces celowania upadkiem czy czymś takim.
No i widzisz Dorcia jak się kończy rzucanie wianeczkiem prosto w twarz? Biedna świadkowa wzięła i się wywaliła, ludzie się z niej nabijali, narobiła sobie ogólnego obciachu... :)
No! Nareszcie ktoś uchwycił moje czarcie ego! Jak widać emanuje ode mnie iście piekielna czerwień gorących otchłani!
Jestem skazany, idę na odstrzał, zaraz stanę przed swoją życiową próbą. Oto posadzono kilka babeczek obok siebie i kazano mi znaleźć tę moją. Znaczy się żonę :)... Żeby mi sprawę utrudnić założyli mi jakiś wiecheć na oczy. Wszystko fajnie ale ja znam swoją żonkę! Podczas gdy inne panny miały wyszlifowane, wypucowane paznokietki, moja żonka podała mi dłoń, której obgryzione końcówki palców od razu powiedziały mi kto zacz. Kochani! Takie numery to nie ze mną!
Oto macie dowód, że prawdę mówię. Mission accomplished - żonka odnaleziona :).
Żonka miała zadanie trudniejsze - miała mnie poznać po moim tyłku. Żeby sprawę utrudnić, postawili tam prócz mnie jeszcze kilku kolesi o znacznie atrakcyjniejszych tyłkach. Dorcia wybrała właściwie. Nie wiem tylko, co zrobiła w trakcie badania Kamilowi (koleś po prawej) bo wygląda coś chłopina nietęgo :).
Madzia i Darek. Wirtuozeria tańca, wspaniała gra ciałem, rewelacyjny układ taneczny, odlotowe kreacje... Skąd oni się wzięli na naszym weselu??? To jakas całkiem inna bajka... :)
Był kiedyś taki film... "Panna nikt" albo jakoś tak to szło. To akurat jest albo i nie jest niejaka pani Reczek. Wniosek z tego zdjęcia jeden: nie należy pić w pracy panie fotograf! :)
Obydwie familie zusammen do kupy. Siła złego jest na tym zdjęciu! Uważajcie na wypalające się w związku z tym monitory!
"White power" krzyczeli wykonawcy tego niekonwencjonalnego i niespotykanego zazwyczaj na weselach gestu. Boże, ależ te nasze rodziny są wykolejone! Teraz okazuje się, że jesteśmy faszyzującą organizacją mafijną! Jedyne, czego jeszcze nie robimy, to nie odbieramy chleba al Kaidzie. Jeszcze nie...
Jak dla mnie kolejny pulicer (czy jak tam się tego kolesia pisze). Mimo pozorów łagodności, niejaka Edyta (wczuwając się w atmosferę weselną) szarpie resztakmi swojego faceta. Tu lata mu głowa i włosy na niej umieszczone.
I znów Pulicer (czy jak tam tego kolesia się pisze). Rewelacyjna fotka, której wykonania Arek (nasz fotograf) już nie pamięta. Przynajmniej tak twierdzi :). Zdjęcie z kategorii "ze Stalowej Woli, dla dziennika telewizyjnego mówiła Edyta R." :)
Tak, działy się dziwne rzeczy. Tak, trunki były mocne. Na tyle mocne, że coponiektórym nie wykrzywiały już nawet twarzy a inne części ciała :).