Wspomniana wcześniej, całkiem przyjemna kuchnia.
Milutka Holenderka robiąca sobie zdrowy obiad.
A tu prawie kompletne skrzydło mojego akademika. Poza koleżanką na prawo a bez Czeszki. Tak, jak na razie jestem jedynym facetem.
Wejście do mojego akademika.
Ulica na, której mieszkamy.
Jeden z uniwersyteckich budynków.
A tu inny akademik.
Widok na plac pośrodku głównego budynku akademickiego.
Najwyższy i najbrzydszy budynek w mieście - mój wydział. Swoją drogą to dziwne, że Art&Design ma taki kijowy budynek a inne są naprawdę wypasione.
Wilczkowy stadion
Wydział businessu
A to wejście do głównego budynku akademickiego. Ta oszklona ściana to trzy piętrowa biblioteka, oczywiście z parterem.
A to nawet nie wiem czego jest wydział
To jest jakiś techniczny. Inżynieria te sprawy.
Wydział biznesu i ekonomii.
To jedno ze skrzydeł IT room. Ogólnie jest jeszcze raz takie w druga stronę. Na prawo jest odnoga, tworząc kształt kwadratowego nawiasu. W środku natomiast jest wielka przestrzeń do samego dołu. Z drugiej strony nawiasu jest wielka biblioteka którą widać z zewnątrz na innym zdjęciu.
Jedno ze wspomnianych wcześniej skrzydeł. Na prawo ciągnie się jeszcze dalej.
Nie czaję po cholerę oni te monitory tam wrzucili. Ale nie narzekam.
Ciekawy budunek. To jest kino z restauracją która ma właśnie taki fajny dach. Czasem odbywają się też tam imprezy tak jak nasza zapoznawcza która w sumie była cienka ale przynajmniej kilka osób się poznało a to o to chyba chodziło.
Nasze darmowe uniwersyteckie busy.
Low prices - tylko to się liczy
Dużo w tym miasteczku znaków podobnych do tego.
Wilczki kontra Aston Villa. Wygrały na szczęście.
Ziomki Holendrzy.
To też ziomka Holenderka.
A to jak wyżej - ziomek Holender
A to genialne ziomki murzynki z którymi się poznałem. Jeden mieszka u mnie w akademiku i balujemy razem.
Koledzy Niemcy.
Gdyby tylko nie te funty to wyglądało by jak w Polsce. Swoją drogą to jest śmieszne, że naprawdę dużo rzeczy z kraju nad Wisłą można tu dostać.
Inne spoko polskie ziomki.
Spoko Angliczek
Praca też musi czasem być.
Najdroższa wersja akademików.
Pralnia studencka i znudzona Frauke.
Wszyscy zniszczeni porankiem.
No właśnie.
I tu też.
Jak na miasto sztuki to dużo tam mało artystycznych dźwigów. Jak nam powiedział przewodnik, dostali kupę siana i wszystko teraz tam remontują.
Najsławniejszy teatr w Anglii.
Typowa Angielska uliczka w typowym Angielskim miasteczku.
Bardzo klimatyczny cmentarz przed kościołem z grobem Shakespearea.
A to nie wiem co to ale fajnie wygląda.
Te taksówki są prowadzone przez Bondów.
Teatr w tle i płot ogrodu Shakespearea.
Studenci tamtejszego uniwerku mieli wyścigi. Najlepsza jest babka z bębnem.
Park w którym umarliśmy na dwie godzinki.
Terminale samoobsługowe, które według mnie są ekstra fajną i przede wszystkim, szybką sprawą. Nie wiem czy w Polsce też takie są bo nienawidzę wielkich sklepów no ale tu nie mam wyboru.
Wyśmienity obiad w wyśmienitym gronie.
To było coś.
Francuski dude.
Zanya
Znowu Francuski dude.
A tu dobre piwo.
Germinator
A tu Francuska dudowa.
Love
Ten też.
Nawet ja się tam znalazłem.
Obiad w pytkę jak to jeden lektor przetłumaczył.
No i musiało być emo zdjęcie.
A z tyłu widać zielone pudełko na słodycze.
Francusko - Niemieckie kobiety.
Parę zdjęć od Christiena.
Oj bardzo się cieszyli na tą kawę.
Szacun dla gościa. Wysmarował cały naleśnik nutellą używając do tego pałeczek.
Z puszkami to on sobie świetnie radzi.
French
Dutch
Messss.
Tradycyjny śmietnik studencki.
Nie mogłem się powstrzymać i zrobiłem dziurę w jego puszce.
A to kolejni Czesi którzy w końcu do nas dołączyli.
Stwierdziła, że w końcu nauczy się otwierać piwo zapalniczką.
Francuska koleżanka.
Tutaj próbuje butelką.
Chiński kolega.
No ja się mu nie dziwie.
A to moja półeczka. 18 małych Carlsbergów za 5 funciorów. Łącznie wynieśliśmy 72.
Pomiary
Tym cudeńkiem robiliśmy większość zdjęć. Może nie wygląda, ale potrafi niesamowite rzeczy.
Schody w fajnym undergroundowym sklepie dla hipisów, metali, i spawaczy kadłubów okrętowych.
Troszkę nie rozumiem tego rodzaju sztuki ale można to interpretować na wiele sposobów. Ta instalacja była tak wysoka, że można było wejść na 4 piętro i obserwować ją z góry.
Mój Cyprowy kolega z grupy. Mega ziomek.
Tu też.
A tu mamy figurę śmierci. Bardzo pocieszna statua.
Moi tutorzy, a przynajmniej ich głowy.
Genialna sprawa. Ta część ściany się obracała w taki sposób, że w pewnym momencie była prawie pod kontem prostym w stosunku do budynku. Nie wiem co to przedstawia.
A tu cały mój kierunek.
Jedna z fotek którą zrobiłem gdy podczepiłem się do grupy jeżdżącej na BMXach.
Uwierzcie lub nie, ale to są obrazy, nie zdjęcia.
Bardzo specyficzna galeria sztuki. Ale jaka genialna.
Studenci przy pracy.
Ale zabawnie też może być.
Fakt, że ona właśnie w tym momencie studiuje, i, że tak między innymi wyglądają nasze książki, jest dla mnie jak bajka.
Wiewióreczki genialne w tym parku. Jedna mi nawet obwąchała obiektyw ale niestety aż takiego makro nie mam.
Takie to sobie żarciki robimy czasami.
Ale jak widać, nikomu to nie przeszkadza.
Najlepsze burgery w mieście.
Trochę się trzeba było namęczyć, żeby je zjeść.
A tu rośnie nasz mistrz.
Yoda wśród burgerów. Wszelkie podobieństwo do męskich genitalii jest przypadkowe.
Bardzo w porządku ziomek. Znamy się nie długo, ale świetne rozmowy na poważne (tylko i wyłącznie) tematy już przeprowadziliśmy.
Ta dziewczyna jest spełnieniem moich marzeń jako prywatny, czarny komik. Zarzuca genialnym akcentem i poczuciem humoru, no i jest czarna tak, a to już jej daje +5 do ogólnego zachowania.
Moje studio. Tutaj nie wygląda bardzo imponująco jednak jego rozmiar jest niesamowity. Muszę sobie zrobić zdjęcie jak tam stoję i wtedy zobaczycie, że to jest naprawdę spore.
Tutaj może też na takie nie wygląda, ale tym mackiem można sterować sprzętem (mają zresztą takich "pilotów" jeszcze sporo),
który znajduje się w małej części tutaj, plus w wielkich szafach na prawo, których niestety nie widać. Tam też są jeszcze dwa studia.
Najfajnieszy budynek na świecie. Gdyby tylko tak te bąbelki jeszcze strzelały (Birmingham)
Birmingham.
Trzeba przyznać, że transport długimi, małymi barkami czy łodziami, jakkolwiek to nazwać, jest tu bardzo rozwinięty.
Zakupowe szaleństwo w Birmingham. Po bokach jest wielkie centrum handlowe które się ciągnie kilka pięter pod ziemią łącząc te dwa budynki do, których uderzają Ci ludzie.
Domino w Anglii.
W tym sklepie znajdzie się słodycze, których nie dorwie się w innych miejscach. Problem w tym, że tabliczki czekolady dochodzą do 15 funtów.
Ta rodzinka czerpała tyle radości z jazdy na karuzeli, że musiałem ich uwiecznić. W sumie to większość ludzi miała straszną radochę z tego.
Od razu przypomina mi się sławna "Roller Coaster Tycoon".
To jest mięso jakbyście się zastanawiali.
Ten poszkodowany jak widać ma dobrą zabawę.
Przyszła kolej i na mnie.
Mówię wam, wcale nic fajnego.
Zimowa wyprawa po zdjęcia.
To nie piwo tyle radości przynosi, to "Prawo Dżungli"! Dzięki chłopaki!
W końcu dał radę.
Nie pamiętam co mi wtedy było.
Nowa flatmate.
A tu nowy flatmate.
Tak taniego piwa, które na dodatek smakuje całkiem dobrze, to nawet w Polsce nie ma.
Ja już nie chce.
Cała seria dziwnych minek
Okularki geniusz, szkoda, że nie moje.
Ach jak ładnie razem wyglądamy.
Prasa drukarska na, której my się bawiliśmy w eksperymentalną fotografię.
Gdzie jest Wally.
Kto znajdzie Szpaka?
Widok z budynki mojego wydziału.
2 hours, 6 people, and here it is. 9 foot, 3 metres width. I would probably cry of my misery now if it wasn't for you guys. Eternally grateful.
Wiecie co to? Luksusowy Hotel? - nie Apartamentowce? - nie Biurowiec? - nie A może szpital? Szpital??? - tak
Cudownie urokliwe miasto Bridgnorth. Raptem 25 minut drogi od Wolver.