Film i statystyki można znaleźć tu: http://toosh88.webnode.com/majowka-drezno-praga-2010/
Dworzec w Białymstoku, AC1 zadowolony z kolejnego rowerowego długiego weekendu,
przesiadka w Warszawie.
Pociąg był tak zapchany, że ludzie musieli siedzieć w korytarzach.
Przesiadka we Wrocławiu na pociąg do Zgorzelca. W jednym z wagonów dwuwagonowego szynobusu zmieściło się 18 rowerów. Kolega z tyłu dowiedział się, że do kibla dojdzie za 2h ;)
Na razie droga jest łagodnie pofalowana.
Jedni się przebierają, inni wciągają makaron.
Wiatraki widzieliśmy tylko niedaleko polskiej granicy, pewnie stoją tam na pokaz ;]
Na zjeździe na prawie pustej drodze drogę zajeżdża nam policja. Specjalnie albo przez przypadek udajemy anglików, pokazują nam ukryty zjazd na ścieżkę- 'Fahrradweg rajden', terenferen. Od tej pory do samego Drezna jedziemy ścieżką, 100km ścieżką...
... ścieżką zwykle asfaltową, w miastach zdarzają się kawałki równego(!) polbruku lub kostki, na wjazdach na posesje nie ma żadnych 'fal Dunaju', a na zjazdach na ulicę krawężników...
... a wszyscy kierowcy widząc rowerzystów zbliżających się do przejazdu lub zjazdu na drogę (bez krawężnika!) nam ustępują.
Wjeżdżamy do Drezna
Kein Trinkwasser - woda pitna ;]
Na ciągach pieszo rowerowych, wąskich ścieżkach lub okrężnych drogach można sobie wybrać czy chcemy jechać ulicą czy ścieżką... (?)
Panorama starego miasta
Korowód Książąt
Martin Luter
Frauen Kirche
Niemcy wiedzą do czego nadaje się kostka - do rynsztoku.
VW
Ultralekko, mata, pół namiotu, kurtka, garnek, kubek, narzędzia i trochę jedzenia.
A...
...mówiłem...
...żeby...
...ograniczali...
...wagę. W tym roku wszyscy dawali radę, w tym roku tempo było dobre, ale spokojne, w tym roku nikt nie odpadał. W tym roku nie było zielonego SurliLongHałlTraker ;p
Pasztet drobiowy podstawą PTR'u. Bez chleba, '-bo szybciej'.
Na granicy DE-CZ zaczynają się górki.
Granica,
maciek robi postój w Czechach, my w Niemczech.
Jeden z czterech czeskich sklepów, do któych zajechaliśmy, w trzech pracowali wietnamczycy. Yoohas poszedł na rekonesans, wrócił bez niczego "-A, bo ani po angielsku, ani po czesku, a cenę wymyślił dopiero jak zobaczył jak wyglądam"
I znów pada...
Stromy, 200m podjazd, od niektórych wymagał jazdy zakosami.
Nasz hotel, niestety podłoga na strychu się zapadała.
Dzień pierwszy - 149,5 km
Obóz z rana.
Micha płatków,
szybka setka,
worki na skarpety,
smarowanie
i można jechać. Na początek krótki podjazd,
a za nim 22km zjazd z 700 do 140m z krótkim podjazdem pod koniec.
Baba zbluzgała Stasieja za rozjeżdżanie łąki, Stasiej ładnie przeprosił "Entschuldigung" - i poszło na niemców.
Żadne transcośtam, 20g, a grzeje :]
Czekamy na Stasieja, który pojechał po drogi kompas, który zgubił niedaleko.
Superman, uratował nas przed bieganiem po schodach, a potem nam odjechał przy 30km/h, za rok jedziemy na rolkach.
Wraca Stasiej, wykorzystał 19 z 20 minut. -Znalazłeś? -Nie... Otwiera plecak -O jest ;)
Czesi używali kiepskiej zaprawy do zamków, nic po nich nie zostało, zwiedzamy z daleka.
I pół wypłaty poszło.
Nieśmiało zagadujemy, ale
ale jest zła, nie lubi czerwonego.
-Ty, od początku nie mijał nas żaden tir.
Prawo Murphy'ego działa, nadjechał po chwili.
Narada nad mapą.
Trochę zabłądziliśmy, jedziemy ścieżką wzdłuż Wełtawy.
Panorama Hradczan.
Wiki mówi, że to jakiś wielki czeski malarz, nuda.
Zdobywamy Hradczany
Panorama z parku obok Hradczan.
Niby stare, a nowe.
Panowie z tyłu też chcą z nami fotkę na N-K
Most Karola
Po takiej pasztetowej AC1 popyla >30km/h
Wietnamczycy są spoko, bo to czescy Wietnamczycy, a nie słowaccy cyganie.
Adam ciągnie po pasztetowej.
Adam nie może ciągnąć po pasztetowej, bo Czesi wykopali stary most.
Stasiej po pasztecie białostockim uśmiecha się do Adama po pasztetowej.
Zakupy oczywiście u Wietnamki, Stasiej dłuższą chwilę tłumaczy, że 100 koron minus 88 koron to nie 12 koron. Pani z Wietnamu jest dobra z matmy, ale nie wie gdzie jest Polska.
Drugi obóz.
Dzień drugi - 172,2 km
Nawigator ponawigował nas na autostradę.
Postój na wyciśnięcie skarpetek, padało codziennie, buty nie wysychały.
Ktoś chciał wjechać w tory.
Ulubiony znak rowerzysty.
Koniec płaskiego, zaczynają się Karkonosze.
Zelezny Brod, miasto hut szkła. TU WIDZIELIŚMY PRACUJĄCEGO CYGANA!!! Stał oparty o szuflę przy budowie drogi.
Tym razem jogurcik, nie pasztet.
Zalało obiektyw.
W Czechach ćwiczymy dzielenie przez 6.
Kasyno kilkaset metrów od granicy CZE-PL. W oddali GP i Maciek, którzy są na prowadzeniu wyścigu.
Maciek daje fory GP'owi.
W tym czasie AC! czeka na Stasieja, który daje fory GP'owi, który daje fory Maćkowi.
Staję na pedały i doganiam Maćka i GP, GP się nie daje i ucieka, a Maciek zapomniał, że ścigamy się do Szklarskiej.
Krótki postój i mija nas Stasiej, w locie ustala, że meta jest na przełęczy i wygrywa Tour 'de Majowa '10.
Wstaliśmy o 5:30(?), żeby zdążyć na pociąg o 18. Do Szklarskiej dojeżdżamy ponad 3h przed odjazdem pociągu.
Co miał na myśli twórca?
Dworzec śmierdzi, wracamy do miasta.
Zamówiony pociąg czeka już od 10 rano.
Pierwsze ciepłe i suche miejsce :]
Dzień trzeci - 100,8 km
Wg. regulaminu w tym wagonie są tylko dwa rowery.
There is no place like 127.0.0.1
"Trzy piwa i jedno awaryjne"
Ruszamy po 1h opóźnieniu.
PKP'owska myśl techniczna.
Po trzech i jednym awaryjnym, za mało trenował.
Do Wrocławia było pusto, potem dosiadło się dużo ludzi, pociąg jest cały zapchany, niektórzy będą jechali 6h na stojąco, pani informuje o 1,5 godzinnym opóźnieniu i dodaje "Życzymy miłej podróży" ;)
Na trasie BIA-WAW i WAW-BIA taki bagaż to już rowery. Pozdrawiamy konduktorów.
Nexus, Brooks, mufy, klasyk.
Stadion w Warszawie.
Cała majówka to 422 km i 3611 m przewyzszeń.