Jak każda dobra wycieczka i ta rozpoczyna się zrobieniem dobrej herbatki i ustaleniem Planu
po Planowaniu następuje faza Testowania Nowego Sprzetu
a po testowaniu faza Lansowania się na bulwarach wiślanych
Nawet ja probuję, na odrestaurowanym i nieużywanym przez parę lat rowerze
w międzyczasie poprawiają nam pas lądowania :)
po Planowaniu, Testowaniu i Lansowaniu nadchodzi pora na Pakowanie
przez pomyłkę bimbra też zapakowalismy, ale się nie skarżył, a czasu było szkoda, to pojechalim :)
Plan na dziś to podjazd na Leskowiec czerwonym z Zembrzyc “a potem się zobaczy”
bimber na Wysypce - dziś będzie Pierwsze Górskie Testowanie
ponure prognozy się nie sprawdzają jak na razie - pogoda bardzo przyjemna na rower
skończyły się pieszczoty, zaczyna sie Podjeżdzanie :)
gdzieś tam w oddali nadal zaśnieżona Babia Gora
na pozór wygląda niepozornie, ale byłem pewien że pod maską kryje się potężny dwunastocylindrowy silnik o pojemności 5 litrow, a Pan Tomasz czai się gdzieś w krzakach :)
to ja :)
stajemy na krótki popas...
niestety zaczęły nas podchodzić zdziczałe krowy i jeden kleszcz, wiec się zwinęliśmy
The Team
mmmmmmmm ;)
Władca Gór zażyczyl sobie fotkę, to co miałem zrobić? mowi, ma
Czerwony za Krzeszowem zazwyczaj jest ciężki do znalezienia i oferuje Atrakcje, ale daliśmy jakoś radę, pomimo zwyczajowego Zgubienia sie :)
i już na Leskowcu, trochę to trwało, ale jakoś nam się nie spieszyło..
dluższy popas na szczycie...
tu śmy byli :)
szybki zjazd do schroniska, postanowiliśmy skonsumować kremówke... (albo raczej szarlotke.. przyp. poprawiacza)
Niestety to byla Jedna Wielka Porażka - kiepska kremowka (szarlotka - przyp. poprawiacza), kawa i herbata nawet też.... sugeruje unikać :)
Sanchezowi wypadły prawie wszystkie zęby, dobrze, że cokolwiek zostało, to bedzie mógł choć banana zaczepić, żeby mu z gęby nie wypadał przy ciamkaniu...
Leskowiec się zdenerwował naszą oceną kremówki i zaserwował nam deszcz, a potem grad do kompletu - nadeszła pora aby ubrać Długie Spodnie :)
W obliczu kiepskiej pogody postawiliśmy na szybki zjazd zielonym na wschód, jak zwykle po dwoch zakrętach go zgubiliśmy i jechaliśmy jakimiś owczymi scieżkami w dół, ale też fajnie :)
można było przetestować skuteczność hamulców
No i tyle w zasadzie, na koniec Sanchez postanowił wzbogacić populację swojego akwarium ;)
bo czad musi być :) (a rybki uciekły - gupie nie są)
na mapie nie wyglądało, ale coś koło 930m podjazdów zrobiliśmy, więc wszyscy zadowoleni (za wyjątkiem kolanek)..
szybki powrót asfaltem i to by było na tyle - do zobaczenia