Mgła z lewej burty...
..przed dziobem...
..i za rufą... trzeba się schować.
W fiordzie przy Barentsburgu.
Wyprawa Teletubisi na ląd.
Okolice Barentsburga...
...i sam Barentsburg - urokliwy :)
Ny-Alesund, ja i drzewo z Rosji... się żyje :)
Ny-Alesund - pierwsza kolejka na Spitsbergenie
Miniaturkowe kwiatki
Gęś "pink-footed" - za daleko, żeby sprawdzić czy rzeczywiście człapie na różowych łapkach.
Każda roślinka jest pod ochroną... tylko czasem ledwie widać, że się po nich depcze...
Ny-Alesund
Zwyczaj na Sitsbergenie jest taki, że zdejmuje się buty przed wejściem... nawet do sklepu z pamiątkami w Ny-Alesundzie (w Longyearbyen już nie)... Formalności u Sysselmana też załatwialiśmy w skarpetach!
Co tu napisać z najbardziej na północ oddalonej poczty na świecie?
Ny-Alesund - główny "deptak" ;)
Ny-Alesund to głównie bazy badawcze z różnych krajów.
I rzecz o kolejce...
Globalne ocieplenie postępuje.
Czasem też bym sobie na klifie pogniazdowała.
Na zimę pozostaje niewiele osób.
I wysłane!
Atak ptaka...
...bezlitosna bestia.
Amundsen - odwalił tu kawał dobrej roboty :)
I znów baza naukowa.
Wieża Amundsena-stąd startował jego aeroplan.
Uwaga misie.
A w takim domku mogę mieszkać.
Ny-Alesund - tam też ptaki atakują...
...i to stadnie...
...a tak niewinnie wyglądają.
...a takie bestie...
...pikujące.
Obecność naukowców niewątpliwa.
Ooooo.. coś się kroi!
Góry lodowe!
Przeróżne.
Szkoda tylko, że chmury tak nisko wiszą.
Hmmm.
Do lodowca dopłyniemy?
Darmowy transport.
Cała załoga...
...i lodowiec.
Uśmiechnij się. Jesteś na Spitsbergenie!
...i ja też tu jestem.
że jej łapki nie marzną?!
Bartek.
Kolor prawdziwie błękitny.
I wreszcie niebieskie niebo i trochę wiatru.
I na drugim halsie...
I znów lodowiec...
...i z bliska...
...i wzdłuż...
Wszyscy razem.
Podstawowe obuwie sitsbergenowe - moje kapciuchy z misiem i croxy Janusza.
Francuski statek... nie lubimy Francuzów...
...może by ich tak kulką potraktować??
Jest i miś!
Prawdziwy! i nie w zoo! dobrze, że już wszyscy na jachcie. Parę godzin wcześniej chłopaki przechadzali się tą samą trasą.
Jak jest pogoda to już w ogóle jest pięknie. Okolice Virgohamna'y
Okolice Virgohamny.
Tu przechadzał się niedźwiedź.
Okolice Virgohamny. Gdzie się nie spojrzy trzeba zdjęcie zrobić.
Nie można sobie odmówić...
...i znów "pstryk".
Dobra jedziemy dalej!
Wojtek...
Im dalej na północ tym ładniej.
Szklanka bergówka na Spitsbergenie.
Boooczuś. Przyleciał z Polski i o nim zapomnieliśmy. Tydzień przeleżał w zenzie i teraz jest pyyycha!
Nu masz ,masz!
Takich zapachów miś nie mógł przegapić ;)
Płyniemy dalej na północ.
O jaka piękna!
I pod wodą też...
...i z tej strony...
...to może ją opłyniemy...
...to z tej też piękna!
..i tu też...
...no nie mogę..jaka ładna...
...że aż by ją tak! o tak!
to jeszcze jedno "pstryk"
..i ostatnie! ale widzicie, że oprzeć było się trudno!
To teraz czas na lodowce.
Co kawałeczek nowy.
Hie hie... fajnie jest.
I tu było najładniej... więc oczywiście..
zdjęć z tego miejsca...
...będzie wiele!
Globalne ocieplenie to też i my :)
Zjeść obiad w takim miejscu! Marzenie spełnione!
Cisza,
spokój,
dobre towarzystwo,
i kapitan też ludzki,
pięknie,
za rufą też,
i z lewej,
i tuż przy burcie,
i przed dziobem.
I z pontonu też fajnie!
Teraz będzie sesja zdjęciowa Berga.
Prawy profil.
Kostka lodu... czyżby było whysky na pokładzie?
Rufka Berga i samoster Babcia Wiktoria.
Pstrykaniu nie ma końca!
Wiem, że za dużo "pstrykam"...
...ale...
..."pstrykam" dalej.
Ekipa "pontonowa" :)
Bergucha odpłynęła...
...smutno... ale chyba wróci?
Najazd na lodowiec.
ech jak tu pięknie.
A to było moje marzenie...
więc "pstryk"..
... i pstryk..
i pstryk...
i pstryk!
O!Ptaszek... pstryk,
i pstryk,
i pstryk. uf.
W takim miejscu nawet odstępstwo od reguł uchodzi...
Kruszarka do lodu...
...i "łycha" z lodem z lodowca...
...dobrze jest.
To płyniemy dalej na północ.
Rudfjorden.
Rudfjorden
Rudfjorden. Już dawno po 23.00, a słońce wciąż świeci.
Rudfjorden. Odbicia! jak ja to lubię!
A jak lubię ... no to "pstryk"!
...Rudfjorden ciąg dalszy..
...i pstryk.. i zawracamy. Pojawia się pole lodowe i nie ma gdzie zakotwiczyć. Trzeba znaleźć bezpieczniejsze miejsce.
Zrób mi fotę, zrób :)
Godzina 23:40!
Suszone teletubisie.
Foka?
Foka!
Ooooo... foczunia jaka śliczna.
A tego pola lodowego tu nie było jak rzucaliśmy kotwicę!
Naszło bardzo szybko...
...i jak tu się wyrwać?
Taranem w lód i dzielna praca Marcina na widzie kotwicznej - to pozwoliło nam się uwolnić.
I znów pięknie.
...hmm..
Wybory!
Zakreślić za kotarką...
...i wrzucić do urny.
Janusz był głównym organizatorem,ale...
zagłosował i Marcin,
Bartek niestety nie pełnoletni - za to przygotował urnę i wszystkie potrzebne "dokumenty"...
.Wojtek obowiązkowo oddał głos,
I na koniec ja :)
Wyniki umieściliśmy w butelce.
A Bartek posłał je...
...w świat.
Podpłynął do nas jacht... patrzymy..
...a to nasi!
Z Polski :) Dana 44 - sympatyczna ekipa odwiedziła nas w Longyearbyen! Było bardzo wesoło!
A to już znamy - czyli Isfjord. Płyniemy do Pyramiden.
Okolice Pyramiden
Ta górka przed nami to właśnie Pyramiden.
A co to tam takie jest?
Mój pierwszy bergowy wypiek...
"Niebo w gębie ":)
Ech... na co mi przyszło...
Kotwicowisko - Pyramiden.
Samotny dystrybutorek. Przygarnij...
Pyramiden.
Pyramiden to opuszczone rosyjskie miasteczko. Niestety wysiadły mi baterie i nie było dużo "pstryków". Trochę zdjęć zrobiłam na szczęście na poprzednim rejsie :)
My zwiedzaliśmy miasto, a Marcin,Wojtek i Brtek wspięli się aż taaam na górę.
Wysoko - widoki były!
Kaczuchy
Longyearbyen... tu zawsze tłoczno w weekend... ale i ciekawie przez to.
Promisko!
Longyerbyen.
A na koniec kwiatki..
..i mlecze...które są dobrym...
...materiałem na...
..WĄSY! :)
Do banku zapraszamy - ale bez broni ;)
Kajko i Kokosz??
hodowla "wąsów" ;)
Każdy by był zły jak rogi przyprawiają...
Nie dotykać futra :)
Grr.