Ruch w kambuzie.
Na Bergu nie ma lekko - samemu trzeba chleb upiec.
Eee. Co za wiatr do kitu.
Hodujemy bazylię.
Dublin
i ciągle Dublin
Latarniowiec w Arklow.
A jak się na tym gra?
Hehe.
Zagramy...
...ale ja nie śpiewam,
nastroić trzeba najpierw!
To może mi się uda?
no nie wiem...tu trza kręcić?
To pokręcę...
Nie ma jak to dobra muza i "jazda na zimny łokieć" ;)
Udało się? Nie, nie udało. Gitara znów zamieszkałą na szafie... zapomniana do końca rejsu...
Moje walizki wiozą ;)
Ha!"Niedźwiedzie mięso" na Biskajach?
Tylko mi przynęty nie zerwij!
Na fali...
...i w dolinie...
...i znów w dolinie - aż "włos" rozwiany!
Nieźle ciśnie!
I już Hiszpania. Port Sada.
Słońce, palma i banan na twarzy...
...pierwsza wyprawa po gaz - my to już bez wózka zwiedzać nie potrafimy.
Halo? Gdzie są wszyscy?
Jupi! Jestem w Hiszpanii...
I jeszcze raz jupi - tym razem za Artura :) bo on też się cieszy.
Uważaj! Na pilnowaniu zjadłem zęby!
Nie podchodźcie, bo skoczę!
I co teraz?
Po gaz zawsze jest daleko... i nie zawsze się udaje kupić.
Sada
Juuuuła... ale płyniemy.
Płyniemy do La Coruny
Rufa.
Artur i już.
Co te skały tak blisko
La Coruna.
To ja tak wyglądam? Boszszsze! Chyba czas zmienić beret!
Trank you.
La Coruna
Z cyklu-druga wyprawa po gaz.
Miasto się już skończyło, a my dalej idziemy.
grunt, że pić mamy co,
i ogródek jest do wzięcia,
dzielnica jak "z bajki",
może tu zamieszkamy?
Butla kupiona, połowę miasta zeszliśmy - mogło być gorzej - bo taaaam daleko :)
Dalej nie idę.
to miasto okien,
okienek,
okienków,
okieneczek,
sciany całe,
większe i mniejsze.
La Coruna to też piękny ratusz
i schody,
schody,
i schody
a i okna znów dla odmiany.
Balkon balkon z sąsiadem.
Artur i pamiątka z Hiszpanii.
I znów okna!
I na koniec marina.