Opuszczamy Spitsbergen z myślą: "A może jeszcze tu wrócić...??"
Słodka chwilka zapomnienia
I tak sobie płynęliśmy...
...nawet słonko czasem przebiło się przez chmury...
Podjadanko.
Czy leci z nami pilot??
I po 5 (chyba) dniach zobaczyliśmy wyspę Jan Mayen... a raczej jej dolną część, bo reszta zginęła w chmurach.
słonko też zginęło w chmurach... ale podjęło walkę iiiiii
...wygrało (na krótką chwilkę) - górna część Jan Mayen
I to co lubię - czyli niebieskie niebo i chmurek różnorodność...
... a tego na dole to nie lubię - czyli idzie mgła... a w tej mgle przepadła Grenlandia... (była jedna góra lodowa - ale przespałam - śpiochom to zawsze "pod górkę", a raczej "bez górki")
I znów niebiesko biało... już po zwrocie w kierunku Islandii
Wyszło słonko to i pyszczek się uśmiecha sam! Mimo iż za plecami niezdobyta Grenlandia.
Ślicznie... ale szkoda, że bez wiatru.
Alarm wielorybi/wielorybniczy czyli nieważne, że w barchanach grunt żeby aparat zadziałał!
No chmurki :)
i chmurki, a bezan nowiuśki, bieluśki...
Połowy tuż przed Islandią - zdobycze: DORSZ SZT.1 - taki mały, że go mewa na jednego kęsa wzięła. P.S. Bo kto to zabiera się za łowienie, jak ląd na horyzoncie długo wyczekiwany.
Islandia przed dziobem
...aaaa szybciej, szybciej.
Hmmm... chyba trzeba się będzie ogolić.
No trudno - Grenlandii nie było - to trzeba Islandię podbić...hmmm już to WIDZĘ!
Siglufjoerdur
Siglufjoerdur - stoimy i się prysznicujemy!
Zachód słońca - dawno nie widziałam.
Imprezka... Guinness, wódeczka...
...a potem świat bardziej kolorowy... róóóóżżżooooowy ;)
Pozowanko :)
Schowam się za płotekiem to może mnie nie znajdą.
Kto tu pilnuje tego domu?
A skąd to wieje?
Portowa budka telefoniczna.
Takich jeszcze nie jedliśmy. Siglufjoerdur
Cmentarz w Siglufjoerdur - ciekawy, bo na wielu grobach rosną drzewa...
... w samym środku.
Udało mi się wyciągnąć Artura na górkę!
Zieloooono. Trawka, trawunia....
Specjalnie zbudowana zapora przeciwlawinowa.
A w dali Berg w porcie.
Już tak mam, jak nie nos w chmurach to przy ziemi...
i kwiatki... jaaaa, ale fajnie.
Muzeum śledzia w Siglufjoerdur
Wszystko można dotknąć...
kuter poprowadzić,
"złamać kark" na zejściówce,
ugotować zupę rybną....
... ale i taaak trochę nuuuudno...
Muzeum zajmuje trzy budynki. W jednym zebrano kutry, sieci i wszystko co potrzebne było do łowienia (nie dziwię się, że już śledzi nie ma - wyławiali je "na potęgę")
W drugim to co potrzebne do przetworzenia śledzia - m. in. cała elektrownia z generatorem i różnymi "pipzdrykami" - tam odnalazł się Artur... a dla mnie nuuuda.
A w trzecim biuro i kwatery dla pracownic. To moja "działka" ;)
Też bym z Carym Grantem zamieszkała.
Ptak w kominiarce :)
Grunt to rodzinka!
Najlepsze krewetki są w Harbour Hous Cafe.
To chyba popłyniemy...
... choć tak po ciemku...
... i we mgle...
...ale może damy radę....
..choć nie wygląda to dobrze...
... o wcale to już nie wygląda... wracamy...
i znów Siglufjoerdur
Resztki z przetwórni lądują w wodzie.
O! Na północy też jest HORN
Isfjordur
Patreksfjordur
Już mnie wcale nie buja!
Berg sobie popłynął... a ja z Markiem zostaliśmy na lądzie... oj smutno tak...
...może pociechy u Boga poszukać...
...e chyba lepiej porzucić ducha...
... i uciechami dla ciała się zająć ;)
Halo. Gdzie ten bus co ma nas na lotnisko zabrać?? Nie ma?? No to nie lecimy, foch! - popłyniemy dla odmiany.
I popłynęliśmy
Wąski ten tor wodny!
A obsługa w porcie nieco młoda.
I widoczki,
i piknik,
i przyroda... dobrze jest... tylko czemu tak drogo??
Deszczowa odmiana dmuchawców.
Chodź już! Zostaw te kwiaty!
Islandia to widoki,
widoki,
widoki + model,
widoki + modelka,
skałki,
strumienie,
i wodospady,
ten akurat najwyższy - Glymur... tylko za daleko.
więc znów widoki,
i widoki,
... a to też miłe!
Mięciuśkie kamienie.
A to wyrosło po trzęsieniu ziemi...
...daje poczucie maleńkości,
ale nie Markowi :)
Þingvellir-na tym terenie miały miejsce spotkania islandzkiego parlamentu.
Ładnie się parlamentarzyści "urządzili" ;)
Czy aby na pewno dobrze jedziemy?
Chyba dobrze, bo znów piękne widoki!
Kierowca musi złapać oddech... bo się pedały zaczynają mylić.
Po prostu Islandia
Jedziemy dalej.
W te widoki i
do gorących źródeł.
Normalnie sobie wrze woda w ziemi,
bulgocze,
paruje,
i wybucha!
i to co chwilę!
Jakby dać tak nura - to ciekawe czy się wypłynie po drugiej stronie ziemi?
Ponoć to kolor Blue Laguny - ale sprawdzimy.
A ten tam sobie wybucha!
Okolica też ciekawa.
A tu jakby na księżycu koniczynę ktoś posadził.
Mleczyk też lichutki.
Cała okolica gorących źródeł.
A gdzieś tam rzeka się wije.
A może maseczkę z glinki wyprodukujemy?
Halo! Tu jestem.
A on nieprzerwanie swoje...
... uparty taki!
Grunt to biznes!
Wodospad, którego nazwy nie pamiętam ;)
...ale fajny jest!
woda się kotłuje,
a potem znika...
ale gdzie??
Latające buty Marka - czyli głupawka podróżna.
I nagle ktoś zabrał góry,
i kolory też.
Wyjechaliśmy z "widoków"...
...halo! czemu nikt tu gór nie namalował??
Uuuuuła! Z miłości do maskonurów! Chcę wszystkie, wszyściuśkie... a ten duży to na dziobie się zmieści??
A na koniec islandzkie konie.
Bujne grzywy,
ładnie "przyicęte" grzywki,
tleniona blondyna wszędzie się trafi.
Włos rozwiany,
a może pasemka,
a może amory??
końskie zaloty??
Nuuuu daj pyska!
Blue Laguna - czyli wielka "wanna" z termami.
W "szczerym polu"...
... błogo błogo...
A czy to czasem nie wybielacz??
Blue Laguna - hmmmmmmmmmmmm.