Bedziemy sie dzisiaj scigac....
... ale najpierw zamontuja nam robota - dodatkowe 26 kg obciazenia.
Potem nasz opiekun wyprowadzi nas na miejsce startu...
... gdzie razem z ziomami bedziemy w strasznym scisku czekac na start.
Start jak zwykle nastapi niespodziewanie, a my jak zwykle nie wiedzielibysmy dokad biec, gdyby nas nasi opiekunowie nie pociagneli w swoja strone za te smieszne sznurki.
Opiekunowie tez wydaja sie wytrenowani, wiedza, ze trzeba teraz uciekac ....
... chociaz kilku chyba nie zdazy tym razem.
Ale z nich pierdoly normalnie. Cwicza to z nami dziesiatki razy a potem zamiast biec musimy patrzec pod nogi.
Wiekszosc ziomow podobno jednak nie patrzy pod nogi tylko biegnie. No wlasnie dokad?
Mamy taki instynkt karawany. Biegniemy zawsze tam, gdzie biegnie pierwszy.
A pierwszy biegnie tam, gdzie opiekun pociagnie.
Wychodzi zatem na to, ze biegniemy przed siebie ...
Te roboty nas musza troche pogonic, co bysmy nie zwalniali. Sluzy im do tego bacik.
W czasie wyscigu moge posluchac glosu mojego wlasciciela przez krotkofalowke w kieszeni robota.
Pan zwykle krzyczy 'jalla, b sora b sora!'
W sumie to fajnie jest. Zarcie daja, jesc daja....
... szkoda tylko, ze musimy glodowac na dzien przed wyscigami. Ale nic to!
No i ten kurz troche po oczach daje. Zwlaszcza turysci narzekaja.
Po wyscigach to juz czekam na spotkanie z Panem, albo ...
... z narzeczona. Fajne ma dzis wdzianko, nie?
O, to jest moj opiekun. Pan wlasciciel mnie tym razem olal i pojechal dopingowac ziomom na kolejnym wyscigu.
Reszta ziomow tez zadowolona ze juz dobiegli do tego miejsca, do ktorego dobiegl pierwszy. Nadal rozmyslaja po co on tam biegl ... :)
Ale z nich strojnisie!
Probowalem pocalowac tego pana z aparatem, ale sie odsunal. Niewdziecznik.
A ja przeciez taaaaki jestem calusny!
Troche sie poslinilem w trakcie biegu, ale co tam!
A tu moj wlasciciel z robotem.
Teraz sie z moim Panem-Katarczykiem pozegnam, pewnie spotkamy sie za tydzien na kolejnych wyscigach.